Niedawno wybrałem się w Karkonosze. Docelowo miał to być trekking. Raz, że jestem w trakcie roztrenowania dwa ciągle mam kontuzję. Jednak jak to w życiu bywa okoliczności zmieniły się o tyle, że miałem mniej wolnego czasu niż pierwotnie zakładałem jeszcze wieczorem poprzedniego dnia. Jako, że trasę miałem już wgraną do zegarka nie miałem wyboru i musiałem trochę pobiegać by zmieścić się w czasie i zrobić trasę, która jak się okazało miała 31 km, czyli trochę więcej niż powinna a to dlatego, że trochę pobłądziłem 🙂

Najpiękniejszy odcinek to fragment od Hotelu Łabska Buda w dól kanionu, mijamy wodospad i biegniemy w dół do rozlewiska rzeki Łaby. Zbieg jest dość stromy dlatego lepiej biec tak jak to zrobiłem od Jagniątkowa w stronę Szyszaka i Śnieżnych kotłów by zbiegać w kanionie a nie wspinać się mozolnie. Wyjście ze Szpindlarowego jest dość łagodne i w sumie można biec tak więc trasa typowo biegowa poza początkiem z Jagiątkowa do Szyszaka jest dość stromo ale da się trochę biec.

Trasa wyglądała tak:

 

profil-trasy