Tatry strasznie niszczą i są mega twarde.

To zupełnie inne bieganie niż w innych naszych górach. Nie wystarczy znajomość trasy i przygotowanie. Ważny jest każdy szczegół. Od odpowiednich butów, diety, samopoczucia, doświadczenia, złapania rytmu biegu i tak dale i tak dalej. Każdy błąd natychmiast zostaje wyłapany a kara jest dotkliwa. Przekonali się o tym w tym roku tacy zawodnicy jak Przemek Sobczyk, który wycofał się już na Ornaku, czy Łukasz Zdanowski, który przegrał walkę na zbiegu z Krzyżnego czy choćby Kamil Leśniak tracąc pierwsze miejsce na ostatnim odcinku. Za mocno zaczniesz to końcówka Cię zmasakruje, za słabo zrobią to rywale. Nie dostosujesz jedzenia to padniesz na trasie z drgawkami. Tak wygląda ściganie na trasie Bieg Ultra Granią Tatr.

Samo dostanie się na bieg też nie jest proste, oczywiście jest losowanie, oczywiście jest selekcja i trzeba przebiec odpowiednie inne trudne zawody a na dodatek zawody są raz na dwa lata. O tym biegu myślałem już 4 lata temu ale wiedziałem, że za cieńki jestem na to więc pomagałem jako wolontariusz. Dwa lata później zostałem wylosowany na CCC zatem znów Tatry mnie ominęły. W końcu za trzecim podejściem się udało.

Trasa zaczyna się przy bramkach wejściowych na Dolinę Chochołowską a kończy w Kuźnicach 70 km dalej a w pionie mamy 5 km. Podzieliłem ją na 4 etapy. Pierwszy najmniej biegowy odcinek to część od startu do Schroniska Ornak, który jest jednocześnie pierwszym bufetem. Długość tego odcinka to 26 km i ponad 1600 m przewyższenia z 4 mocnymi podejściami:

  • Grześ
  • Małołączniak
  • Jarząbczy
  • Starorobociański

oraz masą technicznych zbiegów z najdłuższym i najcięższym z Oranaków do schroniska.

Poza tymi trudnościami dochodzi brak źródeł wody – na ten odcinek trzeba mieć 1 do 1,5 litra

Na bufecie mamy poza standardem bułki z żółtym serem.

Etap 2 – odcinek od schroniska Ornak do schroniska Murowaniec, który jest drugim bufetem.

16 km, 1750 m+ najbardziej biegowy odcinek. Zaczyna się ostro bo 6 km podejścia 1 km w pionie na szczyt Ciemniaka ale potem to już bajkowa grań Czerwonych Wierchów. Tu też brakuje picia ale można to zrobić na 1 litrze. Na koniec mamy podejście pod Kasprowy Wierch i techniczny długi 3 km zbieg do Murowańca (po kilometrze zbiegu na zakręcie można zatankować wodę). Na bufecie zamiast bułek czeka ciepła pomidorówka z ryżem.

Etap 3 – Murowaniec do Wodogrzmotów Mickiewicza

13 km 1650 + znów mało biegania bo tu czeka na nas przeprawa przez Krzyżne, długie monotonne podejście pod samą przełęcz, wdrapanie się na nią dość stromo i następnie niebiegowe zejście gdzie należy być bardzo czujnym. Lekki odpoczynek przy 5 stawach gdzie obsługa schroniska wystawiła dziki bufet z zimnym piwem i wodą – dzięki ! Od schroniska zbieg w początkowym etapie wymagający a na dodatek sporo tam turystów. Cały czas biegnie się po kamieniach aż do asfaltu na drodze do Morskiego Oka. Tam też jest ostatni bufet ofertujący tylko napoje.

Etap 4 – Wodogrzmoty Kuźnice

15 km 1200 +

Tak, to ma 1200 m w pionie choć większość w tym ja uważa, ten odcinek za biegowy i prosty. Nie jest to łatwy odcinek ! Tym bardziej, że w nogach ma się ponad 55 km ciężkiej orki a podłoże tego odcinka masakruje – masa kamieni. Są dwa podejścia. Od razu po zejściu z asfaltu bardzo długie wspinanie oraz kolejny na szczęście krótszy odcinek w rejonie Kopieńca.

Jak przygotować się do tego Biegu Ultra Granią Tatr ?

Doświadczenie w bieganiu po Tatrach. Po poprzednich zawodach nawet setkach w alpach nie odczuwałem bólu mięśni tak jak po tych. Chodzi też o złapanie swojego rytmu biegu by nie zrywać się bo ktoś nas przegonił czy nie polecieć za szybko na zbiegu. Niby oczywiste ale o ile w Beskidach taki styl po prostu bardziej nas zmęczy to Tatry wycisną z nas każdy ułamek energii nie zostawiając nic i mamy bombę.

Długie wybiegania wplecione w treningi. Ja robiłem max 25-27 km raz w tygodniu to za mało wg mnie. 35 byłoby chyba ok.

Znajomość trasy, przekłada się na wiedzę jak dany odcinek biec. Biec czy się oszczędzać i kiedy. Ile wody potrzeba, ile jedzenia. Ja zrobiłem rekonesans trasy ok 3 tygodnie wcześniej i bardzo mi to pomogło. Nasz rekonesans był rozłożony na 3 dni. Start – schronisko Ornak, schronisko Orrnak – schronisko Roztoka oraz schronisko Roztoka – Kuźnice. Polecam.

Sprzęt. Sporo osób biegało i chwaliło sobie Hoki z uwagi na amortyzację i trzymanie na skale zarowno suchej jak i mokrej. Błota, którego nie lubią jest mało. Ja biegłem w Columbiach Trans Alp i też nie mam uwag, były gleby ale jak trafiłem na bardzo śliski kamień (zbieg do schroniska Ornak był usłany takimi kamieniami, zawodnicy mieli tu piekne loty). Ale, np Łukasz Zdanowski biegł w asfaltowych nike i zanim żołądek go wykończył na 48 km był zdaje się na 5 pozycji 🙂 Zatem albo technika i lecisz w czymkolwiek albo wspomagasz się specjalistycznym sprzętem.

foto: Timelapse Factory
foto: Timelapse Factory

Moje odczucia po biegu.

Ciesze się, że jednak pobiegłem choć do samego końca nie byłem pewny. Kontuzja stopy ciągnęła się już miesiąc i przez ten czas w zasadzie nie trenowałem. Zrobiłem może 2-3 treningi by na drugi dzień kuleć. Tydzień przed startem włączyłem zabiegi na laserze i ultradźwiękach plus dostałem tabletki. Ból się zmniejszył jednak kondycja już się roztrenowała. Wiedziałem, że nie pobiegnę szybko. Jako start w zawodach sensu to nie miało ale czekałem na ten bieg kilka ładnych lat zatem walczyłem z myślami i ostatecznie postanowiłem podjąć rękawice – zawsze można z trasy zejść jak będzie bardzo źle.

Postanowiłem pierwszy odcinek pobiec bardzo rekreacyjnie i skupić się na prawidłowym odżywianiu i nawadnianiu bo z tym w ostatnich zawodach miałem poważne problemy. Przygotowałem sobie własny prowiant całkowicie eleminując żele i batony ze sklepu. Mój baton był z amarantusa, mango, kokosu, orzechów nerkowca, daktyli i wchodził idealnie. Skończył mi się niestety na zbiegu z 5 stawów stąd moje dalsze problemy 🙂 Drugi odcinek bieglem już szybciej, samo podejście z Ornaka poszło gładko mimo, że to aż 6 km wspinania a na grani biegłem lekko aż do Murowańca. Cudnie zbiegało się z Kasprowego, uwielbiam ten odcinek ! Krzyżne i dalej przez „piątkę” do asfaltu też mogę zaliczyć do dobrego odcinka. Rozpędzałem się cały czas, pokonując sporo zawodników. W zasadzie mogę uznać cały ten odcinek zaudany aż do asfaltu. Tam energia się wyczerpała a nie było skąd jej uzupełnić i co zyskałem na tym odcinku straciłem. Bywa. Jednak ukończyłem, pogoda dopisała, kibice dopisali i to się liczy.

foto: Timelapse Factory
foto: Timelapse Factory

W pamięci na pewno zostanie ślad po cudownej trasie. Trafilismy idealnie z pogodą ! Rano było dość chłodno, na grani mogło być nie więcej jak 3-4 stopnie a w ciągu dnia około 15 plus słoneczko 🙂 Wschód Słońca był genialny ! Akurat podczas wschodu byłem na odcinku na Wołowiec. Cudo ! I jeszcze księżyc przed nami. Sama trasa wspaniała a dodatkowe trudności to tylko dwa bufety. Idealnie by było dodać trzeci na 5 stawach no ale wtedy to byłby zupełnie inny bieg.

 

Kibice na niemal całej trasie, wszyscy nas dopingowali a przy bufetach doping jak na finałach mistrzostw Świata. Taki doping znałem wcześniej tylko z włoskich tras.

Organizacja imprezy. Oznaczenie trasy bez zastrzerzeń, wolontariusze na trasie tam gdzie być powinni. Bufety z różnorodnym jedzeniem plus żele i batony. Kilka drobnych rzeczy, których mi brakowało to brak toi toi, na punktach i na mecie, brak piwa na mecie 🙂 i był problem z bluzami dla finiszerów. Były 3 rodzaje jedna czarna rozpinana i dwie bez zamka w różnych kolorach na trzy godziny przed końcem już brakowało rozmiarów i trzeba było brać co zostało. Sam termin zawodów też chyba do przemyślania – w Zakopcu w tym czasie były 3 różne imprezy, przejazd 5 km zajmował godzinę. Nie marudzę więcej 🙂 Bylo spoko.

Międzyczasy:

Ornak: 4:56 miejsce 199

Murowaniec: 8:33 miejsce 167

Wodogrzmoty: 12:00 miejsce 148

Meta:15:05 miejsce 170