Są takie wyjazdy, o których opowiada się potem wiele kolejnych sezonów
jaki to był wtedy warun, jaki śnieg, jakie słońce jakie wszystko że ach
och i de best.
Takim owianym legendami wypadem był ten skiturowy weekend.

Faktycznie dopisało wtedy wszystko, śmigaliśmy na nartach non stop,
wbijając się co rusz w las, gałązki świerków muskały nam twarze,
pióropusze śniegu znaczyły nasze linie. Co rusz robiliśmy sobie przerwy
leżąc na karimatach bezpośrednio na śniegu popijając herbatkę. Było jak w
raju dlatego tez ten wyjazd przywołujemy z Tomkiem za niemal każdym razem
jak jesteśmy na nartach jako wzór, który według nas powinien trafić do
Międzynarodowego Biura Miar i Wag w Sèvres jako wyznacznik wypadów
skiturowych.