Panorama z Wielką Sowa w tle
Panorama z Wielką Sowa w tle

0:30 sobota w końcu kładę się spać po pracy by o 4:50 wstać, jednak budzę się 10 minut przed alarmem o dziwo wypoczęty i zadowolony. Jak to możliwe, że brak snu nie zdenerwował mnie ? Jest jeden powód – dziś jest bieganie w górach a z prognozy wiem, że będzie rewelacyjna pogoda, zapowiadał się świetny dzień więc od rana miałem dobry humor, którego nie był w stanie zepsuć fakt, że staliśmy z Pawłem na przystanku 15 minut w mrozie czekając na resztę ekipy 😉 Wyruszamy w mocnym składzie Wielkopolskich Ultrasów 😉 Magda, Sebastian, Artur, Paweł i ja. Na miejscu spotykamy się z lokalnymi mocarzami chłopakami z MTB Walim Bartkiem i Szymonem, Grzegorzem z Dzierżoniowa oraz naszym głównym przewodnikiem, znanym biegaczem i organizatorem świetnego biegu Walimski Półmaraton Górski Aleksandrem. Alex zaserwował dla nas trasę szlakiem rowerowym przygotowany przez strefę MTB Sudety.

Pamiętam jeszcze z czasów gdy ścigałem się na MTB jak tworzyła się ta oddolna inicjatywa zapaleńców, dziś dzięki ich pasji i pracy jest ponad 400 km przygotowanych i bardzo dobrze oznaczonych tras rowerowych. To kolejny powód by częściej przyjeżdżać do Walimia i okolic, to pozytywnie nastawiona na sport miejscowość. Sami mieszkańcy także biegają czy śmigają na rowerach.

Aleksander  załatwił nam miejscówkę w szkole gdzie mieliśmy szatnie, ubikację oraz ciepłe napoje. Dzięki !!!

Pojawił się pomysł by pobiec jednak trochę inna trasą do Zamku Grodno i dobiec na Wielką Sowę jednak aktualne warunki pogodowe na Wielkiej Sowie nie dały nam wyjścia – wiało ponoć tak, że wyrywało z butów. Zatem zostaliśmy przy pierwszym dobrym planie.

o 11 ruszyliśmy w trasę, trochę za mocnym tempem ale daliśmy się ponieść otaczającej nas okolicy i pogody. Trasa miała kilka fragmentów po asfalcie jednak większość dróg i tak była przysypana śniegiem, co mnie cieszyło bo miałem buty z kolcami 😉 Cała trasa to 29 km i trochę ponad 900 m + na dodatek górki raczej łagodne więc całość trasy do przebiegnięcia na luzie, idealne na trening. Kolejnym plusem trasy jest fakt, że jest poprowadzona przez atrakcyjne miejsca mamy zatem góry Sowie w miniaturce.

Ostatnie kilka km pokazał nam, że mimo niewielkich wysokości to prawdziwe góry a góry to zmiany pogody. Całość trasy to słoneczne i w miarę ciepłe warunki niemal bezwietrzne, no ok wiało na starcie w Walimiu natomiast w górach już było cicho. Natomiast 3 ostatnie km to już dość mocny i zimny wiatr atakujący każdy nieosłonięty fragment ciała z siłą huraganu. Ucieszył nas zatem ostatni szybki zbieg zasypaną śniegiem łąką, która zdawała się ucieczką przed morderczym wiatrem i taka faktycznie była, jednak skąpana w Słońcu idyllyczną łąka miała też swoje mroczne atrakcje. Tą nieoczekiwaną atrakcją przysłowiową kropką nad i była szaleńcza szarża niezabezpieczonego psa, ha ! to nie był pies to był 100 kg potwór o zębach tygrysa szablozębnego ociekającego pianą zainfekowaną wścieklizną prosto na Aleksandra. Już widziałem oczyma wyobraźni jak wyszarpuje całe ramię i obezwładnia Aleksa jednak skończyło się tylko na strachu, właściciel dopadł potwora i jakimś cudem odciągnął bestię od niedoszłej ofiary. A wszystko to na tyłach domów zatem smog to nie jedyny powód by nie biegać w mieście. Biegajmy w górach a jeśli nie wiecie w których to powiem Wam,  uderzajcie w góry Sowie ! I niech nie zniechęci Was droga bo i ona może być interesująca…