Z początkiem listopada zakończyłem miesięczny rest i stanąłem przed dylematem w czym biegać w nadchodzących miesiącach. Nie nastawiam się, że ciągle będzie słońce mimo, że początek jesieni to była Polska Złota Jesień. Wiedziałem, że ten piękny okres niebawem się skończy i nadejdą deszcze.

Mam co prawda salomony xt wings 3, które jakoś sobie radzą w błocie i już miałem przy nich zostać jednak w głowie miałem plany biegania po Karkonoszach no i mam start w zimowej połówce Gór Stołowych. Zatem zacząłem rozglądać się za butami z kolcami.

W sumie rozważałem dwa modele:

  • salomon spikecross
  • inov-8 oroc i tu dwa modele 340 oraz 280

Salomon spikecross to de facto to samo co speedcross tyle, że z kolcami. W salomonach biegało mi się wspaniale jednak dałem szanse firmie, której jeszcze nie znałem a ma ona bogate doświadczenie w biegał terenowych i na orientację. Właśnie to doświadczenie przekonało mnie do butów inov-8 oroc 340. Recenzje wychwalały model 280 jednak jest on o wiele droższy a dwa – ma mniejszą amortyzację. Byty inov na pięcie mają oznaczenie amortyzacji – takie strzałeczki im jest ich mniej tym amortyzacja mniejsza. Model 280 ma 2 strzałki a 340 ma 3.

Podeszwa buta jest wykonana z dwóch rodzajów gumy, miękkiej i twardej. Twarda posłużyła na wykonanie potężnych korków, w których mamy aż 9 kolców. Kolce te wykonane są z węglików wolframu – czytaj, są bardzo wytrzymałe na ścieranie :). Do tego kolce te na twardej powierzchni powinny się chować. Chowają się istotnie ale słychać je na asfalcie 🙂

Byty jak dla mnie są bardzo wygodne, trochę podobne to speedcrosów, choć trochę jakby sztywniejsze są. Salomony są delikatne jak skarpeta inovy-8 jakby mocniej, sztywniej trzymały moją stopę. Czuje się w nich pewnie. Jedyna uwaga to rozmiarówka. Te brytyjskie 10US to nie 10US różnica na plus z pół numeru.

Ok, zatem buty kupione teraz należało poczekać na odpowiednią pogodę by je móc przetestować. Długo nie musiałem czekać na porę deszczową 😉 Po kilku dniach ciągłych deszczów ziemia zmieniła się w papkę błotną i przyszedł czas na test. Wybrałem górki Wielkopolskiego Parku Narodowego pełnego stromych gliniastych zbiegów czy też zasypanych liśćmi mokrych korzeni. Wsiadając do auta miałem banana na twarzy ciesząc się tym biegiem na dodatek lało – pogoda idealna 🙂

Na miejscu okazało się, że WPN nie rozczarował mnie i przygotował dla mnie masę błota, korzeni oraz masę śliskich liści a padający deszcz dopełniał całość. Bosko !

oroc 340 na glinianym podbiegu
oroc 340 na glinianym podbiegu

Ruszyłem delikatnie testując trzymanie podeszwy, która mimo papki glinianej jakoś mnie trzymała. Przyśpieszałem i wybierałem coraz bardziej strome singletraki. Nic, ciągle jak po torach buty trzymały mnie pewnie. Miałem wrażenie jakbym biegł po suchym płaskim terenie, zero uślizgów. Biegałem tez poza szlakiem na szagę przez las gdzie nie wiadomo było na co stąpam bo wszystko było przykryte liśćmi, góra dół  i tak w kółko. Ależ mi to sprawiało radość myśli nie skupiały się nad szukaniem najlepszego toru biegu po prostu biegłem przed siebie z punktu A do punktu B bo wiedziałem, że nic nie jest w stanie mnie zatrzymać ;).

Nie ma jednak róży bez kolcy. I tak nie ma butów do wszystkiego, przynajmniej nikt nie ma interesu w tym by takie buty produkować 😉 I tak, Oroc nie nadają się na bieganie po kamieniach, to co jest ich zaletą w błocie na kocich łbach jest nieporozumieniem i trzeba być bardzo czujnym. To samo dotyczy betonu czy asfaltu.

Wracając do domu liczyłem, że deszcz będzie teraz padał codziennie a jak skończy zacznie padać śnieg 🙂 Niestety na drugi dzień przestało i wróciłem do xt wings. Teraz czekam na bieganie po Karkonoszach. Najbliższy termin za 3 tygodnie :))