Kamienna Ślęża – półmaraton na koniec sezonu

Górski Półmaraton Ślężański
Do tego biegu przygotowałem się jak należy. Przebiegłem ją kilkukrotnie zaznajamiając się z każdym odcinkiem trasy, rozplanowałem czasy poszczególnych odcinków. Zaplanowałem gdzie i kiedy będę pił i jadł żele. Przetestowałem różne buty i wybrałem optymalne. Zatem wyglądało, że jestem dobrze przygotowany.
Jednak dwa tygodnie przed startem straciłem chęć na cokolwiek związanego z bieganiem a tydzień przed niemal siłą zmuszałem się by wyjść na trening a o zawodach nawet nie myślałem. 10 miesięcy rygoru treningowego rok w rok potrafi zmęczyć. Podzieliłem się tym na fanpage i okazało się, że taki sam problem mają też i inni i że mimo wszystko się przełamują. Dzięki kochani za tego internetowego kopa w dupę ! Więc przestałem się mazać i wziąłem się do roboty jeszcze ten ostatni tydzień jednak z założeniem, że start będzie bez ciśnienia. Pobiegnę jak się będę czuł. Dzień przed startem całkowicie się wyluzowałem, byliśmy w nocy w kinie potem winko i tak koło 1 w nocy poszedłem spać nie mając pewności czy jednak rano wstanę i pojadę na zawody 🙂
Budzik wyrwał mnie ze snu o 7:40, przetarłem oczy i sprawdziłem jaka pogoda – lapma i 10 stopni. Hmm – idealne warunki do biegania. Lekkie śniadanko i po godzince ruszam w drogę. Szybkie odebranie numerka i po chwili idę już w kierunku startu. Droga prowadzi przez łąki, które straszliwie kuszą by na nich się położyć i olać cały ten bieg, przecież mogę sobie pobiegać gdzieś poza trasą 🙂
Na starcie melduje się 9:55. Nie widzę znajomych: Magdy , Artura i Sebastiana którzy mieli jakieś przygody i niemal się spóźnili na start. Ok w sumie nie niemal tylko Seba i Artur przyszli 4 minuty po starcie :)) dając innym zawodnikom fory.
Włączam zegarek i po chwili wystrzał z pistoletu zaczyna zabawę. Trasę znam na pamięć i wiem gdzie i z jakim tempem powinienem biec. Pierwsze 2 km powinno cisnąć się na maxa mimo, że jest lekko pod górkę, to ważne by na 2 km nie biec w tłumie bo jest wąska ścieżka na sam szczyt i jest bardziej stromo. Jednak odpuszczam i biegnę to na luzie 4:30 pierwszy i 4:09 drugi. Na tym odcinku mijam Magdę – krótka wymiana zdań i każdy leci swoje. Zauważyłem wtedy, że mimo wszystko ścigam się 🙂 Jednak presja wywierana przez innych zawodników robi swoje. Co prawda do szczytu mało biegłem choć wiem, że mam moc na to bo podczas treningów wbiegałem, jednak przebudziłem się i to najważniejsze 🙂
pierwsze podejście pod Ślężę fot. Jaroslaw Czarny
pierwsze podejście pod Ślężę fot. Jaroslaw Czarny

 

Na szczycie zacząłem wyprzedzać myśląc o odcinku do przełęczy – to trudny technicznie zbieg, w większości dość wąski ważne by tu nie być w większym tłumie. Zaczęła się w głowie już kalkulacja jaki czas mogę mieć na mecie. Tak, zatem zacząłem się ścigać !!! Na szczycie byłem dopiero po 30 minutach o 5 za późno by zawalczyć o czas 2 godzin. teraz zbieg to 17-18 minut, obiegnięcie Raduni to 25 no i potem cisnąć do mety po drodze wdrapując się na szczyt raz jeszcze. Jakby nie liczyć wychodziło najlepiej 2:05. Założyłem w głowie czas 2:05 – 2:10 i tego postanowiłem się trzymać.
Bufety były rozłożone idealnie na tym dystansie:
  • szczyt Ślęży
  • przełęcz Tępadło

Niby dwa a cztery 🙂 bo oba przelatywało się dwa razy. Rozłożenie w czasie też wychodziło idealnie tak plus minus co 30 minut zatem picia nie brałem. Bez picia, bez telefonu, bez plecaka ahh jak miło tak na lekko polatać. Noga podawała, zmęczenia nie było, temperatura idealna, słonko i nadal rześko !

Skupiłem się tylko na kamieniach pod stopami i czerpałem całym ciałem energię z gór. Nie zwracałem uwagi na oznaczenie trasy, mógłbym to biec w nocy lub we mgle bo trasę miałem w głowie. Nie wiem czy była dobrze czy źle oznaczona, biegłem po trasie ale duchem byłem w innym miejscu. Nie zwracałem zbytnio uwagi na to co jest na bufecie bo skupiałem się tylko by łyknąć wodę i nie wiem czy było coś ponad to 🙂

w drodze na przełęcz fot. Jaroslaw Czarny
w drodze na przełęcz fot. Jaroslaw Czarny

Na przełęczy jestem po 55 minutach zatem na mecie raczej będę bliżej 2 godzin i 10 minut. Ruszam na przedostatnie podejście. To fragment trasy gdzie przez chwile łączy się 9 i 13 km, spotykają się ci co podbiegają i ci co już zbiegają. Kątem oka widzę, że jeden z zawodników już zbiega. Czyli mam 4 km straty do niego. No spoko ale to oznacza, że gość będzie grubo grubo poniżej 2 godzin. Dotychczasowy rekord trasy należał do Marcina Świerca i od wielu lat nie był pokonany. Skoro ten zawodnik już teraz zbiega ma bardzo duże szanse pobić ten rekord ! Tym kozakiem okazał się Bartek Przedwojewski ze stajni Salomona. To nie byle kto bo jest w TOP10 Golden Trail Series ! Tak, poprawił rekord Marcina sprzed kilku lat o kilka sekund !!!

Ok ja tam robie swoje 🙂 Pętelka wokół Raduni jest bardzo przyjemna, biegnie się cały czas z jednym krótkim odcinkiem na tyle stromym, że trzeba to podejść. Ale ten fragment traktowałem jako odpoczynek i zbieranie sił na finisz.

zbieg kończący pętelkę wokół Radunii fot. Jaroslaw Czarny
zbieg kończący pętelkę wokół Radunii fot. Jaroslaw Czarny

Po chwili mijam znów bufet na przełęczy, połykam w locie wodę przybijam piątkę Sebastianowi, który zaczyna podbieg i zaczynam finisz. Końcówka to niemal kopia startu. Dwa km rozbiegu po lekko nachylonym szerokim szlaku i potem skręt 90 stopni i stroma ściana na szczyt. Trudności niemal identyczne choć wyda mi się, że to podejście jest łatwiejsze minimalnie. Na treningach całość podbiegam podczas gdy pierwsze podejście na szczyt muszę podchodzić w kilku miejscach. Biegnę z kilkoma zawodnikami, jest nas czwórka w tym jedna kobieta, która na mecie zameldowała się jako pierwsza. Na podejściu mnie wyprzedziła, ale na szczycie byliśmy już równo. Teraz to już tylko zbieg, który można podzielić na dwa odcinki. Tak mniej więcej do połowy to trudna wyrypa po wielkich kamlotach i tu każdy krok musi być ostrożny. Na szczęście zbieg tu mam opanowany i wyprzedzam całą grupę z podejścia, rozpędzając się ile tylko można. Wiedziałem, że jak mam wypracować sobie przewagę nad goniącymi mnie zawodnikami to tylko na tym technicznym fragmencie. Od połowy kamienie znikają i zbieg staje się jeszcze szybszy, poniżej 4 minut śmiało można lecieć po miękkim. Tu chciałem mieć daleko za sobą wszystkich którzy mnie gonili i skupić się na spadaniu w dół do mety by może jeszcze kogoś złapać. Nie dało się. Nie widziałem nikogo przed sobą choć biegłem z czasami ok 3:50 ostatnie 2 km to nie było ani jednego zająca, którego mógłbym złapać. Jedyny zając to czas 2 godziny 5 minut. Ależ te sekundy znikają ! im szybciej bieglem tym czas biegł jeszcze szybciej ! Bo pokonaniu technicznego kamiennego odcinka wiedziałem, że nie mam szans na ten czas. No trudno, zobaczymy ile się uda zrobić.

Na mecie ląduje z czasem 2:07:45, 46 sekund za poprzedzającym mnie zawodnikiem i minutę przed następnym. Dało to 4 miejsce w kategorii i 22 w open. Jestem zadowolony 🙂

meta - fot. Datasport
meta – fot. Datasport

Organizator zapewnił ciepły posiłek – gulasz w wersji z i bez mięsnej oraz bufet z wodą, izo oraz owocami. A no i medal ciężki tak, że była obawa że głowa wpadnie mi do miski z jedzeniem, dlatego czym prędzej go zdjąłem 🙂

Czekam jeszcze chwile na mecie licząc, że zaraz zobaczę znajomych. Jednak robi się zimno a ja mam mokre rzeczy decyduje się na zejście i powrót do domu.

Magda znów zaszalała i była czwartą kobietą na mecie z czasem 2:29:32 co dało jej pierwsze miejsce w kategorii !!! Artur wpada na metę po 50 kolejnych sekundach też poprawiając swój poprzedni rekord i to znacznie. Brawo ! Brawa należą się też Sebastianowi, który także się poprawił względem poprzednich startów.  A trzeba pamietać, że Panowie dwaj dali nam wszystkim fory na starcie.

Impreza bardzo udana, polecam każdemu kto lubi techniczne biegi. Na pewno nie będzie nudy na trasie.

 

Link do wyników

Dystanse:
  • 10.26, 425 m+
  • 21,8, 952 m+
  • 42 km, 1300 m+
Linki do GPX tras: