Ruszamy z Poznania autkiem w 4 osoby, na szczęście autko pakowne Renault Kangoo wygodna bestia 🙂 Jeszcze nie było A2 do Niemiec musieliśmy tłuc się polskimi tak zwanymi drogami ale wystarczyło minąć granice by jak za dotknięciem różdżki dziury zamieniły się w aksamitny asfalt i tak aż do mety w Alpach.

Rozbijamy namiot browarek i sen rano ruszamy.

Rano najpierw kolejką potem tramwajem i dalej już witają nas piargi. Cóż za widok ściana granitu z lodowcem w roli głównej. Docieramy powoli do pierwszego obozu tam rozbijamy namiot wyżej już nie bierzemy namiotu mamy zarezerwowane schronisko. Zresztą oficjalnie wyżej jest zakaz o czym informują nas strażnicy.

Ranek słoneczny 🙂 Jest mały zonk bo dziś ostatni dzień pogody już wiemy że będziemy kiblować w Goutierze pytanie tylko jak długo. Długo 3 dni ! z nudów nawet kupowaliśmy u nich jedzenie co nadszarpnęło straszliwie budżety 🙂 Z ciekawostek w schronie jesteśmy chyba w 8 osób 🙂 Na dworze wiło ponad 100 km/h i była burza śnieżna. W końcu kolejnego ranga nastała cisza i na niebie był tylko błękit – szybka konsultacja jaka ma być pogoda czy jest lawiniasto i decyzja IDZIEMY !

Problem jest taki że gotowi jesteśmy o 8 rano normalnie wychodzi się o 5 nic to będzie dobrze.

Zrobiłem wielki błąd – ubrałem się za ciepło i nie zabrałem plecaka na tyle dużego by mieć gdzie wrzucić ciuchy. No i przegrzałem się co w moim przypadku doprowadza do zmęczenia. Na szczyt wchodzimy sami, nie jest to częste bo na Blanca walą normalnie tłumy a my mieliśmy go tylko dla siebie ! Niesamowite.

Droga powrotna dobijała mnie coraz mocniej, zmęczenie osiągnęło chyba apogeum, wystarczyło zbyt mocne szarpnięcie lina przez koleżankę bym stracił równowagę i po chwili już sunąłem w dół hamując czekanem w międzyczasie podcinając kolejne osoby druga trzecią czwartą .. Na szczęście dziabki nas hamują idziemy dalej.

Pod wieczór docieramy do schroniska a tam tłumy ludzi cała masa na schodach stołach krzesłach pod nimi wszędzie. 3 dni czekali na dole na okno pogodowe które własnie się pojawiło …

Noc była tłoczna spałem chyba na ławce w kuchni ale byłem tak zmarnowany że nie robiło mi to różnicy.

Przed 5 rano przemiła Francuzka obudziła całe schronisko wywalając wszystkich w ciągu kwadransa nie było nikogo wszyscy byli już w drodze na pik 🙂 A my do łózek.

Rano zejście aż na sam dół na pole namiotowe. Zakupu bagietka śmierdzący ser i wino, w końcu Francja i oczywiście ciepła kąpiel pod prysznicem