Pireneje Valle de Ordesa

Ordessa i Monte Perdido Park Narodowy Pireneje

Pierwsza moja wizyta w Pirenejach.

Start Samolotem do Girony tam biorę auto odpalam navi w komórce i grzeje do miejscowości Sabinaningo gdzie czeka na mnie znajomy z którym mam iść na Monte Perdido. Trasa banalna połykam kolejne połacie gładkiego asfaltu aż na 70 km przed meta navi nakazuje mi skręcić w prawo mómi, że widzę znaki 70 km do przodu nie w prawo decyduje się na skręt w nieznane. No trasa piękna malownicza a w połowie drogi na górskim pustkowiu navi oznajmia mi “dotarłes do celu” LOL No jak Qr..a jakim celu jestem w dupie co prawda ładnie tu ale co dalej. W końcu przebijam Park Sierra y Canones de Guara i ląduję w wiosce na która nakierowała mnie moja navi 🙂 I zaczyna się jazda 🙂 Okazało się że zabudowa jest raczej średniowieczna – wąskie strome uliczki z kostki brukowej szersze o całe 5 mm od szerokości mojego autka a skręty są 90-cio stopniowe i pod górę. Dobra tam, daje pokaz lokalsom jak się jeździ po czymś takim i ostatecznie udaje mi się wyjechać z tych uliczek choć miałem chwile zwątpienia. Pod wieczór docieram do znajomego na camping – winko kolacja spanie.

Rano zakupu ale oczywiście ich rano to nasze przedpołudnie, sklepy zamknięte przez co na szlaku lądujemy dopiero ok 13 co będzie miało swoje dalsze konsekwencje 😉

Plan jest taki, że chcemy wejść na Monte Perdido od północy by być po aklimatyzacji i rozchodzeniu. Robimy kółko: kierunek La Brecha de Rolando tam przechodzimy do Francji schodzimy na sam dół by znów wbijać się w górę docelowo dojść do schronu tucarroya tam zrobić resta i przyatakować pik i zejść kanionem do auta.

Czy wspominałem, że praktycznie nie ma oznakowań szlaków ? Nie ? No to oznajmiam że nie ma oznakowań. Na początku od parkingu są spoko im wyżej tym jest ich mniej mniej aż znikają i pojawiają się kopczyki ale za to w takiej qrna ilości że nie wiesz czego więcej kamieni czy kopczyków i co one wskazują. Na razie idziemy przez las potem wbijamy się w ścianę po jakiś prętach trzymając się liny stalowej po jej przejściu lądujemy pod wodospadem wspinamy się wzdłuż wodospadu na którego szczycie jest dolinka i tam zaczynają się problemy z lokalizacją trasy. Mapa pokazuje prosto potem w lewo pod górę etc.. ale zaczynamy błądzić. Zeszło nam trochę, w desperacji próbowałem przejść rzeczkę – mrożący ból rozrywający moja kość piszczelową czuję do dziś.

Nic to znalazłem szlak w końcu teraz tylko zawołać towarzysza wyprawy który z tego miejsca był nie większy od atomu błądzący za kopczykami. W końcu idziemy razem po ścieżce która ma zaprowadzić nas w ostateczności do Brechy. Zaczyna się śniegi i kończy dzień. Przez to że sklepy były rano pozamykane wyszliśmy za późno na szlak potem błądzenie no i nie było mowy byśmy doszli do schroniska które było po stronie francuskiej. Decyzja śpimy tu, każdy szykuje sobie miejsce noclegu zaopatrzeni w karimaty i śpiwory kładziemy się na granicy ziemi i śniegu. Zachód słońca przynosi mroźne powietrze i szybki sen.

Rano ruszamy dalej ten dzień będzie długi ostatecznie wyszło że 14 godzin. Docieramy pod schronisko espuguettes refugio, pod nim jest schron w którym można spać za free oczywiście wybieramy ta opcję. Rudera jest straszna ale jest nawet materac 🙂 No i myszy setki myszy latające nawet po twarzy hehe było wesoło na szczęście prowiantu nam nie zjadły.

Rano kąpiel w strumieniu śniadanko i w drogę przed nami schron Tuccaroya. podejście pod schron szczerze to mnie sponiewierało strasznie. Docieramy tam na koniec dnia – są w nim już inni ale znajdujemy dwa miejsca na pryczy. Siedzimy tam cały kolejny dzień nudząc się jak mopsy za atrakcję służy nam topienie śniegu i patrzenie na masyw Monte Perdido – piękny widok.

Kolejny ranek schodzimy, nie obyło się bez raków bo naprawdę oblodzone było zejście. Idziemy w kierunku El Cilindro potem trzeba zejść do stawu a tam już tłumy, które wybrały drogę od schroniska Goritz. Ta droga jest popularniejsza. Ze zdziwieniem obserwujemy, że ludzie wiążą się lina i zakładają raki i wszyscy idą z czekanami. Strona południowa, Słońce na maxa temp jakieś 25 stopni śnieg mokry a wejście banalne rowerem można by pewno tam latem wjechać. No nic zakładamy też raki które okazuję się raczej przeszkadzać. Meldujemy się na szczycie – najwyższy wapienny szczyt Europy. Pod nami w całej okazałości kanion Ordessy niebawem będziemy szli tamtędy. Jednak najpierw kąpiel i kolacja w schronisku Goritz.

Niestety nie ma opcji kupienia ot tak sobie ciepłego posiłku o dowolnej porze, są wyznaczone godziny posiłków. 19 :00 na ta godzinę przewidziana jest kolacja no ok to czekamy następny posiłek już w PL.

Wracamy doliną do autka, zapada zmrok ostatnie kilometry idziemy z czołówkami pod autem jesteśmy chyba ok północy decydujemy się na spanie na parkingu. Rozkładamy karimaty na trawniku i nurkujemy w swoich śpiworach. Rano wyruszamy w drogę powrotną, jedziemy do Sarragosy tam odstawiam znajomego a sam jadę do Girony.

Adios ! Jeszcze tu wrócę

Sorry:
- Please recheck your ID(s).
- If you are showing a private album, check that the "Retrieve Photos From" option is set to "User's Private Album" and that the Authorization Key is correct.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *