Achilles jest najmocniejszym naszym ścięgnem jednak i on czasami się poddaje jeśli nazbyt intensywnie trenujemy.

W moim przypadku było tak, że rok wcześniej uszkodził się tak, że nie mogłem chodzić i kulałem. Bieganie zostało przerwane na 3 miesiące. To był błąd ponieważ należało iść do specjalisty, zapłacić i mieć problem z głowy. Tak zrobiłem w tym roku gdy tylko zaczęły się pierwsze symptomy, tj.: Achilles cały czas bolał, przestawał tylko na moment w trakcie treningu a po ból wracał. Znów zacząłem lekko kuleć. Pomoc kolegi, który poratował sprawdzonym fizjoterapeutą umówienie wizyty i 30 minut później skakałem i biegałem 🙂

Jednak 30 minut jakie spędziłem na kozetce w gabinecie zaowocowało poznaniem nowych szczytów bólu.

Ścięgno działa jak hmm jak wysuwana antena radiowa tyle że jest zbudowana z niteczek. Jak przeciążamy je to te niteczki się zrywają, jedna po drugiej i zaczynają się plątać, powstaje wybrzuszenie i czasami zbiera się płyn w tym na dodatek. No ok nie wiem dokładnie jak to fachowo wszystko się nazywa ale mniej więcej o to chodzi 🙂

Celem masażu jest jakby rozsupłanie tej plątaniny i przywrócenie ruchu teleskopowego. Przesuwamy kciukiem od samej góry pod mięśniem tak jak umocowane jest ścięgno do pięty, raz z jednej raz z drugiej strony. Ale to nie ma być głaskanie, musimy mocno bardzo mocno przyciskać tak jakbyśmy chcieli skórę zerwać.

Następnie musimy jakby uszczypnąć ścięgno przy kostce i mocno trzymając unosić palce stopy – będzie czuć jakby takie zrywania.

 

Na koniec stosujemy Reparil żel i do specjalisty na wizytę 🙂