Sudeckie Tatry czyli stromizny gór Kamiennych na rowerze

Sudety raczej kojarzą mi się z łagodnymi górkami, dzieciństwo spędzałem na spacerach po Sowich, Bardzkich, Złotych etc i w zasadzie to delikatne górki. Dlatego też, będąc niedawno na Górze Borowej na południe od Wałbrzycha zaskoczyły mnie stromizny tam panujące. Góry wyglądają tam jakby usypane z wilgotnego piasku porośniętego gęsty lasem. Niemal nie ma płaskich fragmentów. Super !

Okazało się, że to tylko przedsmak tego co miałem zobaczyć w Górach Kamiennych. Tu nie ma innych kształtów niż spiczaste trójkąty. Tak właśnie wyglądają Góry Kamienne. Stromizny po horyzont i głębokie niczym studnie doliny a szlaki biegnące warstwicami nie są wcale łatwiejsze od tych biegnących na wprost, na i ze szczytu. Chodzenie po tych górach wymaga sporo energii i trudu. Szlaki często są wypełnione piargiem a na trawersach poprzecinane wystającymi korzeniami drzew wpiętych w te stromizny. Wszystko wydaje się tu być napięte od kurczowego trzymania się życia a nastroju dodaje panujący półmrok.

Moja wycieczka rowerowa zaczyna się na dworcu PKP Wałbrzych Miasto. Po wyjściu z pociągu od razu droga pnie się do góry. Kierunek Aqua Zdrój do którego skrótami mam ok 3 km. Centrum Aktywnego Wypoczynku Aqua Zdrój to najnowocześniejszy obiekt tego typu na Dolnym Śląsku, warto go odwiedzić bo i samo położenie, pod szczytem Góry Chełmiec robi wrażenie.

W tym właśnie miejscu zlokalizowana była meta i start zawodów z cyklu Bike Maraton. Równo miesiąc wcześniej kilkuset zawodników startowało z tego miejsca na trasę, którą miałem zamiar się przejechać. Długość niemal 50 km z przewyższeniem 1580 m zatem wyglądało to całkiem lajtowo.

Trasa przebiega szlakami Gór Wałbrzyskich oraz Gór Kamiennych, i to właśnie te ostatnie stanowią o trudności tej trasy. Choć zjazd z Góry Chełmiec też zapamiętam na długo, tego na trasie zawodów nie było – to bonus zwany „błądzeniem” po trasie. O ile część leżącą w Górach Wałbrzyskich można swobodnie przejechać to Góry Kamienne często zrzucają z roweru niczym opętany byk.

Na szczęście lotów nie miałem choć jazda jest na limesie przyczepności. To w większości nie zjazdy a uślizgi co metr to szybsze i szybsze. Mięśnie napinają się do granic wpisując się w pejzaż – staję się nieodłączną częścią otaczającej mnie przyrody, która jak to już pisałem z całych sił wpina się kończynami w stromizny. Często miałem tak, że nie można było się zatrzymać mimo wciśniętych hebli do kierownicy a i tak leciałem w dół wbijając tumany nie kurzu a kamieni powulkanicznych z jakich zbudowane są te góry. Można było tylko zsuwać się lub zatrzymać i zrobić OTB. Dlatego też w większości starałem się sprowadzać rower, który cały czas miałem z zaciśniętymi hamulcami a i tak razem z nim zsuwałem się 🙂 Jazda na całego. Zastanawiam się jak zawodnicy tutaj jechali 🙂 Najlepsi pokonali ten dystans w czasie dwóch i pół godzin, ja często szukałem i gubiłem trasę i zeszło mi 4 , ok to nie wyścigi więc na lajcie ale oni tak czy siak musieli całość przejechać. Sztos !

Już wiem gdzie można robić mocne treningi biegowe po górach 🙂  Sama trasa jest dość dobrze wytyczona Zaczyna się łagodnymi Górami Wałbrzyskimi potem ostry wycisk w Górach Kamiennych i znów widoczki i przestrzeń Gór Wałbrzyskich. Czego mi brakowało w Górach Kamiennych to widoków, choć może to dobrze bo tam koniecznie trzeba skupiać się na trasie a nie na widokach 🙂

Na koniec cieszę się, że to już się skończyło – traska daje wycisk, fakt dawno nie jeździłem po trasach zawodów, całe lata minęły od moich startów. Może w czasach gdy zawody miałem co dwa tygodnie inaczej odebrałbym tą trasę. Na koniec tip – jak chcecie zjeść dobrze i tanio w okolicy dworca Wałbrzych Miasto polecam bar mleczny koło kościoła jakieś 300 m od dworca w dół. Naleśniki z serem i śmietaną 3,50  plus kompot 0,80 🙂