Znacie zasady Kaizen ? Kaizen to dosłownie dobra zmiana. Jest to metoda zmiany na lepsze przez ciągłe doskonalenie – tak ogólnie rzecz biorąc 🙂 Zasad jest 10.

Zasady Kaizen to:

  1. Problemy stwarzają możliwości.
  2. Pytaj 5 razy „Dlaczego?” (Metoda 5 why).
  3. Bierz pomysły od wszystkich.
  4. Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.
  5. Odrzucaj ustalony stan rzeczy.
  6. Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.
  7. Wybieraj proste rozwiązania, nie czekając na te idealne.
  8. Użyj sprytu zamiast pieniędzy.
  9. Pomyłki koryguj na bieżąco.
  10. Ulepszanie nie ma końca.

Idąc tym tropem odrzuciłem ustalony stan rzeczy – codzienne treningi robiłem cały czas w świetnych butach salomon sonic pro i chcąc ulepszyć, wybrałem proste rozwiązanie – ( używając sprytu ) kupując nowe buty w promce firmy Dynafit model Trailbreaker.

Za dużo info o nich w sieci nie znalazłem no ale nie czekając na idealne rozwiązanie zdecydowałem się, że odrzuce wymówki i kolejny trening będę biegał w Dynafit Trailbreaker.

Stało się ! Butki wyglądają kozacko trochę oldschoolowo ale to dla mnie in plus no może sznurowadła w pomarańczowe serduszka trochę nie pasują ale i tak zamierzałem je szybko zachlapać sporą ilością błota i kurzu.

Trailbraker zastosował podeszwę firmy POMOCA – jest to szwajcarska firma specjalizująca się w produkcji wysokiej klasy fok na skitury. Skąd tu podeszwa ? Nie mam pojęcia ale spodobała mi się ona 🙂 Ma ciekawy bieżnik trochę jak opona rowerowa i jej główną zaletą ma być trzymanie boczne na stromych zboczach – czasami biegnie się wartwicą czyli nie na wprost i buty mają tendencję do uślizgu ta podeszwa ma temu zapobiec.

dynafit Trailbreaker

Drugą niespotykaną raczej rzeczą w butach trailowych to drop w wysokości 10 mm ! Taki drop to norma w sprontówkach asfaltowych w trailu normą raczej jest 4-6 mm. Taki drop narzuca bieganie z palcy ale odciąża łydkę, która w niskim dropie jest bardziej napięta co generalnie jest ok bo dzięki napięciu łydki bieg jest mocniejszy ale też i zmęczenie jest wieksze. Oczywiście mówię tu o szybkim bieganiu. Zatem but ten bardziej pasuje na szybkie i krótkie bieganie. Ja średnio robie 14-16 km na treningu więc powinno być ok.

Z pierwszych wrażeń zanim jeszcze w nich biegałem Dynafit Trailbreaker nie są bardzo lekkie (moja waga pokazuje 316 g sztuka rozmiar 44 ), sznurówki wydają się być za śliskie, materiał całęgo buta dość mięsisty a po założeniu na stopę – imadło.

W butach tych na razie przebiegłem niecałe 300 km więc nie jest to miarodajny test dopiszę uwagi na koniec ich życia na teraz chciałbym jednak napisać kilka zdań.

Teren w jakim biegałem to głównie góry kamienne podłoże ale też i łąki, sucha trawa, śnieg, korzenie, strumienie oraz błoto jednym słowem – góry. Kilka treningów zrobiłem po parku i asfalcie na płaskim.

Początek był katastrofalny do tego stopnia, że chciałem je wyrzucić. Twardośc podeszwy jest bardzo duża i to od pierwszych kroków ! Po kilometrze stopy mnie tak bolały, że zastanawiałem się czy nie wrócić do domu lub biec boso. Tak było przez piersze 100 km. W zasadzie bołało mnie w nich wszystko poza górą pod sznurówkami za sprawą grubego języka. Jednak sznurówki muszą być mocno związane by byt trzymał a to z kolei powoduje, że ściskane są boki stopy mamy zatem wybór bolące kolejne części stopy czy luźne buty.  Po 100 km but jakby powodował mniej bólu jednak nadal nie ciesze się gdy mam w nich biec. Wczoraj np zrobiłem zwykłe wybieganie 16 km i dziś stopy są jakby przez całą noc ktoś bił je młotkiem.

No ale może ja za delikatny jestem i szukam wymówek, że nie da się w nich biegać ? Co na to Kizen ?

Wymówki, że czegoś się nie da zrobić, są zbędne.

No ok zatem lecimy dalej na kolejne treningi i testujemy. Faktycznie są szybkie, fakt zaciskam zęby z bólu ale biegnie się szybko. To in plus. Kolejny plus za trzymanie pięty – imadło robi robotę. Sprawdzałem tez jak one trzymają na zbiegach gdy leci się bokiem – tu faktycznie extra nawet lepiej jak w dół – piętę mają zrobioną jak buty ze sportów motorowych i zauważyłem, że pięta na zbiegu wpada w poślizg.

Dynafit Trailbreaker

Problemem okazała się też wilgoć i nie piszę tu o kałużach czy potopie ale o pozostałościach rosy. Wystarczy, że kamień jest wilgotny i twarda podeszwa zamienia się w łyżwę i zjeżdżamy w dół do najbliższego drzewa. Taki sam brak trakcji występuje na suchej ściętej trawie – mam taki fragment na wałach gdzie leży skoszona trawa – zero przyczepności.

In minus:

  1. sznurówki mimo, że wiązane na dwa supły potrafią się rozwiązywać
  2.  uślizgi pięty na biegu wprost
  3. twarda amortyzacja powodująca ból podeszwy stopy
  4. koniecznośc mocnego wiązania powoduje ból boku podeszwy stopy
  5. brak trakcji na błocie
  6. w zasadzie tylko na suchy teren – nawet delikanie mokre kamienie i to od samej rosy niemal pozbwaiły mnie uzębienia gdy jak zawsze szybko zbiegałem ze Ślęży. teraz wiem, że w tych butach trzeba schodzić nie zbiegać
  7. po 250 km widać już delikatne przetarcia raczej nie dotrwają do 500 km – uff !

Dzięki temu wprowadzę kolejną zasadę kaizen – pomyłki koryguj na bierząco – i kupię inne buty Dynafit Trailbreaker to jednak buty nie dla mnie.