Zbliżała się majówka, a mnie ciągnęło w góry. Próbowałem na różnych forach spontonem kogoś namówić, dałem ogłoszenie na blablacar i nic 🙂 Trudno zostaje na swoich śmieciach a skoro góry w Poznaniu to jest tylko jedno miejsce – oczywiście Wielkopolski Park Narodowy.

Plan na 3 dni majowe był prosty jak budowa cepa, parafrazując Foresta: Run Tomek Run !!! I to im więcej górek tym lepiej, na pewno sam cross i na luzie bo planowałem długie wybiegania. Pomyślałem sobie, że można by oblecieć cały park w te 3 dni, najpierw cały dół z górami i potem prawą i lewą cześć.

1 maja zatem pojawiłem się w Osowej Górze, wiedziałem że tu nabije sporo wysokości i nie myliłem się wyszło ponad 700 m w górę. Biegałem dość blisko auta, bo górki są na małym terenie i to okazało się zbawienne. Jak zaczynałem biegać było w miarę chłodno ok 6 stopni jednak błyskawicznie się ocieplało, więc co rusz meldowałem się przy aucie i zostawiałem tam część garderoby 🙂 Ten dzień można nazwać górskim a bohaterem tego dnia byli rowerzyści latający po hopkach.

 

2 maja już było cieplej 🙂  Na ten dzień planowałem oblecieć wschodnia część WPN ze startem w Wirach, tu było też kilka górek np na terenie Gór Puszczykowskich ale już o połowę mniej przewyższeń ponad 300 m+. Trasa bardzo lajtowa cały czas cross z chwilą na ulice i górki Puszczykowa Górnego. Odwiedziłem dawną trasę rowerową XC na terenie Wielspinu – oj zarosło tam wszystko strasznie :/ Tam tez pojawiły się pierwsze podczas tego tripu tabliczki „Teren prywatny” :/ Tych tabliczek było jeszcze kilka na trasie, z Wielspinu była kiedyś ściecha na skrót do Puszczykowa Górnego, no i tam więcej było tych tabliczek, ostatecznie przelatywałem przez jakieś prywatne ogródki wpadłem do Puszczykowa i dalej w knieje. Zaplanowałem sobie , że każda z tras będzie się w jednym miejscu łączyła z inną. Ta miała to zrobić na wysokości J. Góreckiego. Tam też zacząłem powrót do auta przez J. Jarosławieckie i wieżę widokową w Szreniawie.

 

3 maja to ostatni fragment WPN do zdobycia, czyli zachodnia część. Najbardziej płaska ale udało się ponad 200 m+ zrobić, przez to że dobiegłem do styku z trasą z 1 maja i tamtejsze górki. Ta trasa obfituje w pola i jeziora, w sumie przebiegłem koło 7 jezior i jedno bagno – Bagno Dębienko. Jest to bardzo rekreacyjna trasa, biegnie częściowo przez trasy: Pętla Stęszewska czy Pętla Mosińska. Pełen relax. Sporo dziś było rowerzystów

Reasumując przez te 3 dni nabiegałem ponad 86 km i zrobiłem 1200 m przewyższenia w gór i tym samym WPN został przebiegnięty.