Wielka Sowa rowerem i biegowo

Góry Sowie są wręcz stworzone do jazdy rowerem jednak okazały się dla mnie miejscem przemiany z rowerzysty w biegacza. Jeździłem po nich można powiedzieć od dziecka, gdyż już w szkole podstawowej na wakacje jeździłem do pobliskiego Dzierżoniowa na wakacje do „dziadków” i często tam jeździłem przez Bielawę. Wiele lat później śmigałem po trasach maratonów organizowanych choćby przez Grzesia Golonkę ze startem w Głuszycy.

W góry te pojechaliśmy z moim starym znajomym na weekend jego autem, w którym się zakochałem 🙂 Nie sądziłem, że kiedykolwiek powiem to o marce VW jednak transporter w wersji z łóżkiem, stołem i ogrzewaniem to jest to czego teraz pragnę na wyjazdy 🙂

Zaplanowaliśmy trasę mniej więcej z bike maratonu, wszystko szło pięknie mimo, że miałem opony na suche a jak to w górach sucha to jest szosa sucha ale jakoś tam dawałem rade, aż do 20 km gdzie skończyła się moja jazda w górę z powodu awarii koła a dokładniej kręcił się gwint trzymający kasetę i zaczęła się kręcić w kółko. Napęd padł pozostało mi ponad 10 km a dokładniej 13 km do parkingu. Uzgodniliśmy, że ja będę szedł/jechał do parkingu w Walimiu a kolega poleci dalej trasą maratonu i spotkamy się pod autem.

Pierwsze 3 km były świetne bo z górki 🙂 potem kolejne 3 pod górkę więc musiałem spacerować i podziwiać widoki aż do miejscowości Rzeczka, skąd prowadzi szlak na Wielką Sowę. Tam też jak się okazało miałem już tylko w dół do samego Walimia, na wszelki wypadek nie hamowałem by co mniejsze podjazdy czy wypłaszczenia nie schodzić z roweru stąd i prędkości były w okolicy 60 km/h.  Tak więc dość szybko czekałem już przy samochodzie gdzie niebawem pojawił się i Błażej. Krótka wymiana zdań i decyzja ja idę biegać kumpel jeszcze pośmiga na rowerze, w końcu młoda godzina szkoda wyjazdu. Wracamy do Rzeczki i każdy w swoją stronę idzie się sportować.

Wtedy też nastąpiła chyba ostateczna moja przemiana w biegacza, jasne wcześniej biegałem nie raz nie dwa po górach jednak serce miało bardziej koła zębate i to w ich rytm biło. To się zmieniło w czasie tego krótkiego podbiegu na Wielką Sowę, takiego banana na twarzy dawno nie miałem a zbieg ? Zbieg był szalony, bardzo szalony i cholernie szybki, Świat w koło zawęził się do tego stopnia, że motocykliści mają szersze pole widzenia niż ja wtedy. Był dym i ogień razem wzięte a gdy zbiegłem wiedziałem, że oto stałem się biegaczem górskim

 

profil trasy rowerowe góry sowie
profil trasy rowerowe góry sowie

 

profil biegu na Wielką Sowę
profil biegu na Wielką Sowę

 

Sorry:
- Please recheck your ID(s).
- If you are showing a private album, check that the "Retrieve Photos From" option is set to "User's Private Album" and that the Authorization Key is correct.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *