W lasku, do którego mam 3 km i w którym często trenuje w ostatnia niedzielę maja odbywają się zawody biegowe Bieg o Koronę Księżnej Dąbrówki na 10 km. Nigdy nie startowałem w tak, krótkim biegu tym razem nadarzyła się okazja gdyż jeden ze znajomych ze Skórzewo Biega odstąpił mi pakiet. Dzięki Łukasz !
Był tylko jeden, za to poważny problem. Bieg na 10 km traktuje jako sprint a nie wyleczyłem do końca Achillesa :/ Odzywał się po każdym mocniejszym treningu w III strefie. Postanowiłem zaryzykować i wystartować. Wmówiłem sobie, że jak będzie źle to zejdę z trasy lub zwolnię, przecież nie zależy mi na tym, to tylko zabawa, mocniejszy trening 🙂
Gdy już sam siebie przekonałem i załatwiłem przepisanie numerka u organizatora w niedzielę rano o 9:00 pojawiłem się po pakiet startowy. Mimo wczesnej godziny był już ruch na miejscu, w pakiecie była koszulka i rzeczy od sponsorów wafle i sok. Pogoda była jeszcze trochę deszczowa ale ciepło, zapowiedzi na godzinę startu były takie, że ma być jeszcze cieplej i słonecznie. Zatem będzie duszno. No i dobrze, lubię i taka pogodę przynajmniej po deszczu nie będzie się kurzyło.
Na start miałem blisko – z domu to 3,5 km, postanowiłem zatem się przebiec dla rozgrzewki. Bieg główny czyli na 10 km miał limit 500 osób i niewiele mniej się pojawiło.
Plan na bieg był taki by 5 max 6 km biec spokojnie ale mocno w tempie ok 4 min/km a potem przyspieszyć do 3:40. Generalnie czułem się mocny i plan nie był jakoś specjalnie trudny do wykonania.
Wystrzał z pistoletu oznaczał start, ruszyliśmy jak to można było się spodziewać w szybkim tempie, czołówka uformowała się od razu. Z nimi nie miałem w planie biec bo musiałbym planować czas ok 35 minut a to dla mnie za mocne tempo mój target na ten bieg to 40 minut.
Po pierwszy dwóch kilometrach w tempie poniżej 4 minut można było uspokoić oddech bo już poukładali się wszyscy w czołówce. Wbiłem się w planowane tempo i spokojnie kontrolowałem czas. Na 3 km jakiś gość uczepił mi się na plecach i dyszał jak lokomotywa, raz nawet mnie podciął stopą tak blisko się trzymał. Denerwowało mnie to trochę i po 2 km spytałem czy może biec swoim torem a nie tak biec sobie w tunelu ale zignorował mnie – może nie miał siły odpowiedzieć. Zwolniłem na moment by mnie wyprzedził i dał mi spokój. 6 km trochę przyspieszyłem i obudził się Achilles. Niestety bolał ale zdecydowałem się, że jeszcze pobiegnę, przyspieszyłem no i coś jakby strzeliło w nodze. Wyraźnie słyszałem jakby trzask, zamarłem ! Czy to strzeliło ścięgno ?? Ból był bardzo mocny, zacząłem kuleć na prawą nogę, która teraz służyła tylko do opierania się i biegłem tylko na lewej.
Nie to nie mógł być Achilles bo ból byłby nie do zniesienia może mi się przesłyszało ? Jednak ból nasilał się, jednak teraz nie bolał Achilles ale gdzieś wyżej pod mięśniami jakby dwie gorące kule były w środku. Zwolniłem jeszcze bardziej. Zostały niecałe dwa kilometry i ból. To wszystko co miałem.
Miałem zejść z trasy przecież, ten bieg nic nie znaczy, mam inny ce i to już za 3 tygodnie. Tak to wszystko prawda jednak zdrowy rozsądek chyba został w domu lub zgubił się po drodze. Na klacie miałem numer a jak numer to znaczy, że się ścigam. No i dupa nie zszedłem z tej cholernej trasy. Stanąłem w miejscu nie mogąc biec, musiałem kilka sekund poświęcić na reanimację nogi i zlikwidowanie kolki, która dość poważnie utrudniała mi oddychanie. Skąd u mnie kolka ? hmm
Zostało 1200 m.
Wyprzedził mnie biegacz z Night Runners krzycząc, że to już końcówka, że dam radę.
Ok ruszam dalej, zapomniałem o bólu, poradziłem sobie z kolką zatem prę do mety. Setki razy biegałem ten ostatni kilometr na treningach na interwałach w tempie 3:20 więc co ? nie dam rady tych kilku minut wytrzymać i tym razem ? DAM RADE !
Łuk w prawo potem łuk w lewo i ostatnie 600 m prostej do mety. Widać kibiców, metę oraz słychać spikera, jakaś dziewczynka odlicza kolejno zawodników. Kolega z night runners 17 – sty ja 18 – sty ktoś za mną 19 – sty. Trochę smutno, że plan się nie udał ale miałem na to zwis w tym momencie chciałem to już skończyć i sprawdzić co z nogą.
Wtem zza lewego ramienia zauważyłem kolegę z „numerem 19” na pełnym speedzie, który bezpardonowo przypuścił atak na mój numerek, do którego już się przyzwyczaiłem. Oj nie ! nie oddam osiemnastki, redukcja i gaz do dechy, tempo wskoczyło poniżej 3 minut. Zniknęło wszystko, został jeden cel – utrzymać numer 18 !
Pozycja utrzymana 🙂
Na mecie sprawdzam nogę, rozciągam się – dziwne nie czuje bólu, jest nawet jakby lepiej. Ból wrócił jak tylko mięśnie ostygły. Te 3 km, które dzieliły mnie do domu szedłem godzinę 🙂
Tempo na poszczególnych kilometrach, wszystko żarło do 6 km ….
Sama impreza bardzo fajnie zorganizowana, dużo biegaczy, trasa oznakowana bardzo dobrze z informacją na którym jest się kilometrze. Jeden punkt z wodą na 5 km tam też był pomiar czasu. Pogoda była dobra, nie za ciepło nie za zimno. Na mecie poczęstunek z wody/izo oraz ciasta drożdżowego. Dużo kibiców na mecie a na trasie sporo fotografów – sami zresztą zobaczcie ile jest z tak krótkiego dystansu zdjęć !
Link do wyników z biegu.
Czy pobiegłbym ten bieg raz jeszcze ? Tak, fajna zabawa polatać tak z hartami ale na pewno już bez kontuzji bo teraz to nie wiem co z biegiem w Alpach, za 3 tygodnie 100 km czeka na mnie. Czy wyzdrowieje do tego czasu na tyle by móc biec ? Walczyć nie będę raczej po tej kontuzji ale przynajmniej to przebiec i zdobyć punkty potrzebne na biegi w roku 2017…. Jakie to bieganie stało się skomplikowane :/
Tak wyglądała noga na drugi dzień. Jestem obecnie po USG i wiem już, że nie ma nic zerwanego. Teraz więc szybka regeneracja i trzeba być dobrej myśli.
[…] Trenowałem pod ten bieg jakiś czas, a treningi to zawsze balansowanie na granicy kontuzji i tak też było w moim przypadku. Przeciążony Achilles na 16 dni przed startem uległ awarii na zawodach 10 km Bieg o Koronę Dąbrówki […]
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.