Dość niespodziewanie wystartowałem w zawodach organizowanych przez ekipę Poco Locco w Wielkopolskim Parku Narodowym, dowiedziałem się o tej imprezie przez przypadek i choć miałem już nie startować w tym roku to jak nie biec w WPN !
Szybkie sprawdzenie trasy na stronie orga i wybór trasy oczywisty – 44 km bo nie było nic dłuższego. Martwiło mnie trochę to, że 10 km było planowane po dość nudnym odcinku i po drogach co prawwda nie asfaltowych ale po polach, generalnie nuda. Tak od 14 – 15 km do 25, czułem że tu mnie zmuli. Tak też się stało, może sam jestem sobie winien bo się nastawiłem negatywnie ? no ale też straciłem trochę czasu na bufecie w Trzebawie bo nie było nic a chciałem choć trochę wody więc musiałem poczekać kilka minut – w tym miejscu łączyły się trasy 44 i 23 km więc bufet był oblężony. Troche po tym płaskim odcinku w pełnym Słońcu i wyczekiwaniu na wodę straciłem rytm i potem źle mi sie już biegło. No ale jak to mówią, złej baletnicy ….

Generalnie byłem pozytywnie zaskoczony organizacją – dużo bufetów, w Szreniawie to nawet były jakieś odżywki od sponsora tylko ta jedna wtopa – albo miałem pecha bo naprawdę sporo osób z dystansu 23 km akurat sie pojawiło. Druga rzecz, którą byłem pozytywnie zaskoczony to ilość zdjęć z tego biegu. Miałem ich chyba z 10 🙂 To swoisty rekord, przeważnie mam z tym problem.
Trasa poza wymienionym odcinkiem fajna, ja biegam inaczej ale zawody muszą mieć trochę miejsca więc spoko, naprawde było spoko. Na szczególną uwagę zasługiwały takie odcinki jak fragment na 20-tym km przy j.Jarosławieckim – tu myślałem, że puszczą trasę górą bo szerzej a ku mojej radości puścili dołem wąską, krętą ścieżką właściwie singletrackiem – jednym z moich ulubionych w WPN. Odcinek przez rezerwat czapliniec tj.: wzdłuz j. Dymaczewskiego czy j. Góreckie no i ostatnie 700 m do mety z podbiegiem też bardzo fajne i warte odnotowania fragmenty.
Bieg dla mnie po tym terenie był wyjątkowy z uwagi na fakt, że znam tu niemal wszystkie drogi, ścieżki, górki to dziwnie mi się tu biegło wiedząc co będzie za rogiem. Choć do końca nie znam wszystkich drobiazgów tego lasu bo na 30-tym km potknąłem się o korzeń i dałem nura w runo leśne hehe i musiałem umyć się na plaży w Dymaczewie bo niemal nic nie widziałem, miałem same liście i piach na twarzy , rękach i oczach :)) W sumie mogłem docisnąć trochę ale nie spodziwałem się walki o jakieś dobre miejsca bo biegłem bardziej rekreacyjnie a na mecie taka niespodzianka !
Polecam ten bieg, każdemu kto chciałby zacząć przygodę z crossem i poczuc różnicę w beganiu po asfalcie a po lesie dodatkowo zawody od strony organizacynej bardzo dobrze wykonane, nic tylko biegać.

podsumowanie biegu w liczbach:
44 km 3:47:42 14 miejsce open