Duńczycy mają słowo na określenie stanu szczęścia i relaksu. Jest to słowo opisujące całą koncepcję mająca ponad 200 lat. To cieszenie się małymi przyjemnościami dnia codziennego poprzez atmosferę relaksu i komfortu oraz bycia razem na co dzień. Metoda ta mówi:
Walcz o swoje prawo do szczęścia. A przy okazji, bądź naprawdę tu i teraz.
Cała ta koncepcja zawiera się w jednym słowie HYGGE. My nie mamy takiego słowa może dlatego jesteśmy tak mało szczęśliwym narodem. Jednak część z nas mniej lub bardziej stara się żyć według tej metody nawet jej nie znając, bo kto nie chce cieszyć się życiem ?
Wydaje mi się, że własnie ta potrzeba powoduje, że wbrew wszystkiemu potrafiliśmy wyrwać się ze swojej codziennej rutyny wsiąść w pociąg czy auto albo jedno i drugie i przejechać masę kilometrów by w środku zimnej nocy spotkać się na szlaku górskim. Tylko po to by dwa dni pobyć razem w górach czy to pobiegać czy pospacerować i pogadać ze sobą. Zresztą podróże też przynoszą odrobinę przyjemności, poniżej zdjęcie dworca wrocławskiego – czyż nie jest to ładne wnętrze ?
Tak też spotkaliśmy się kolejny raz w Karkonoszach pod hasłem wspólnego biegania, tym razem w schronisku Strzecha Akademicka. Pobiegać pospacerować pogadać i pobyć w swoim towarzystwie. To nasza wersja Hygge.
Plan zakładał do 30 km z opcją skrócenia. Zaczynamy z uśmiechami na twarzach od podejścia
na grań, która tu jest tundrą
i kierujemy się na Spindleruv Mlyn przez wąska i chyba najbardziej dziką ścieżką w Karkonoszach pośród rumowisk na zboczach Koziego Grzbietu.
Niestety nie dane nam podziwiać widoków, które tu są rewelacyjne ale mgła/chmury nadała temu miejscu też ciekawego klimatu.
Zbieg jest techniczny i trzeba uważać by nie skręcic kostki. Im niżej jesteśmy tym więcej błota na trasie. Wpadamy na kawałek asfaltu w okolicach Hotelu Orea Resort Horal z kompletnie mokrymi stopami.
Przed nami szlak do Bouda U Bílého Labe, ścieżka bardzo przyjemna o lekkim nachyleniu, która normalnie zawsze biegniemy jednak tym razem jest tak duże błoto śniegowe, że każdy się poddaje 🙂
Straszliwie nam psychę rozwalało to błocko powyżej kostek. Choć i tak ciągle wydawało się jakoś kolorowo, ciekawe dlaczego 😉
Końcówka szlaku to zbieg do Bouda U Bílého Labe i tu chwile się zatrzymujemy by napawać sie widoczkami. Urokliwe miejsce.
Tu postanawiamy, że skracamy trasę i wracamy do Strzechy. Ostatnie metry podejścia to znów atrakcyjne widoczki zaserwowane przez naturę.
Zostało zatem wejść na przełęcz do schroniska Odrodzenie na kawkę, która przedłużyła się o obiad 🙂 Magda zrezygnowała z obiadu i po kawie z nowa dawką energii ruszyła do Strzechy. Po godzinie i my ruszamy. Stwierdziłem, że pobiegnę jeszcze przez polane
i Samotnię
a reszta ekipy miała plan by przebiec granią. Dzięki temu zrobili świetne zdjęcie stawu z góry.
Do schroniska wszyscy dotarlśmyi na moment przed zmrokiem wykorzystując okazję by zrobić zdjęcia zachodu Słońca. Ależ było bajecznie !
W teraz szołer plus jakieś jedzonko i czas przywitać resztę ekipy. Pojawili się i Józek i Ania razem z swoim psem a także Marta i Wojtek także z psem. Wspaniale było ich wszystkich znów zobaczyć. Wojtek dopiero co wrócił z Napalu i rozpalił nasze oczy zdjęciami z Annapurny, znów zatęskniłem za wysokimi górami. Rozmów nie było końca.
W nocy pogoda się zmieniła, zaczął wiać mocniej wiatr i padać śnieg, spadła tez temperatura. Rano wiedzieliśmy już, że nie uda nam się wykonać planu i zdecydowaliśmy się na zdobycie Śnieżki. Co prawda trasa nie za długa bo to ledwo 10 km ale było zacnie gdyż mocno wiało. Na szczycie to było 150 km/h. Były momenty gdy wiatr wwiewał nas pod górę i biegło się z tempem 5:30 bez jakiegokolwiek wysiłku i to przypominam pod górę po lodzie 🙂
Tym razem pobiegliśmy w trójkę, Aneta i Ania wyszły na szlak trekkingowo a reszta też spokojnym krokiem zeszła do miasta.
Korzystając z każdej minuty tego weekendu na łapanie szczęścia w uśmiechach znajomych, oglądaniu zachodu Słońca, biegu w śniegu, silnym wietrze na szczycie czy rozmowach przy szklance wina Santa Luz spotkanie dobiegło końca. Teraz naładowani pozytywną energią możemy wracać do domów, aż do kolejnego ładowania akumulatorów.
I tak oto zakończył się nasz weekend w stylu hygge.