Sokoliki i Rudawy trasą półmaratonu Rudawy

0

Kojarzycie dwa niemal identyczne kopce szczyty w drodze do Karpacza ? TO cudne miejsce w Górach Sokolich. Ich nazwy to Sokolik a drugi to Krzyżna Góra pośrodku jest Przełączka a u podstaw najstarsze drewniane polskie schronisko Szwajcarka. To tu Wanda Rudkiewicz spala na dachu tego schroniska 🙂 Jest też tu pole namiotowe.

Teren ten to mekka wspinaczy ale też sporo tu rowerzystów czy spacerowiczów. Teren nie jest rozległy a ma w sobie masę wspaniałych miejsc i jedyny problem to boląca szyja n koniec dnia od ciągłego kręcenia głową na boki 🙂

Postanowiłem sobie potruchtać a szukając trasy wpadł mi track z zawodów półmaratonu – zatem wziąłem plecak z wodą i w drogę.

Zaparkowałem pod parkingiem bo niestety nie przyjmują tam kart kredytowych a nie noszę gotówki od lat :/ lekki stresik był bo na miejscu gdzie zaparkowałem były ślady wybitych szyb samochodowych wraz z uszczelkami po nich zawieszonych niczym trofea na drzewach. Pomyślałem, że to może być rozrzucone szkło przez kogoś nie chcącego by za darmo parkować w pobliżu parkingu jako przestroga. No cóż, musze zaparkować a to jedyne miejsce :/ Aa koszt parkingu 10 zł jakby co

Zatem zakładam plecak włączam zegarek i dzida do przodu. No z tą dzida to mocna przenośnia – było mega parno a temp podchodziła pod 27 stopni w plusie, po kilometrze byłem cały mokry i zdjąłem koszulkę i w podziękowanie plecak zdarł mi skórę z pleców. Ale lepiej było dać zedrzeć skórę niż wypocić się całkowicie.

Poniżej trasa:

A tu można poczytać o zawodach w Rudawach – górski półmaraton Rudawy

Powiem Wam, że to jedna z ładniejszych tras zawodów jaką biegłem, pasowało mi tu wszystko a najbardziej widoki. Strome podejścia i single tracki, którymi podchodzą pod ściany wspinacze też dodawały klimat. Bouldery porozrzucane wszędzie , wspinacze chodzący po lasie w crash padami 🙂 Widok na Śnieżkę pośród drzew no magia. A zbieg z Wołka – mmmm poezja. Wszystko po miękkim podłożu mimo, że w koło same skały.

Większość ludzi kieruje swe kroki z parkingu do schroniska Szwajcarka i dalej na Sokolik i to najbardziej oblegane miejsca, ale jak zapuścicie się tą trasą to macie te góry niemal na wyłączność. Zakochałem się w tym rejonie. Nie trzeba jechać w Karkonosze można je widzieć je z tych pagórków upstrzonych skałami a pośrodku mamy jeszcze ruiny zamku Bolczów.

Widok z Sokolika

Zdjęcia na zachętę 🙂

Kamieniołom Głuszyca

0

Oj dawno mnie tu nie było 🙂 Kamieniołom zobaczyłem pierwszy raz wiele lat temu na zawodach MTB. Dziwne to było uczucie jak z zabłoconych single tracku nagle wpadasz na piknik nad jeziorkiem schowanym wśród pionowych skał.

Pamiętam, że byłem zauroczony tym miejscem ale jakoś nie po drodze mi tam było zawsze. Bo i kamieniołom jest na uboczu głównych szlaków. Schowany między Andrzejówką, Zagórzem Śląskim i Jedliną Zdrój , niedaleko Wielkiej Sowy to tam są tłumy turystów jednak zdecydowanie warto tu przyjechać i pokręcić się troche. Widoki zapierają dech w piersiach, ok kamieniołom lekko zarósł już ale i tak jest cudny. No a okolica ehh nie sposób nie stanąć i chłonąć otoczenia.

Wybrałem się w ten rejon w czasie deszczowej pogody. Od tygodnia non stop coś siąpi lub leje konkretnie. W dzień w którym się pojawiłem była lekka mżawka i temperatura 13 stopni zatem idealnie na niedzielne chilloutowe bieganko.

Traska ok 17 km i niecałe 500 m przewyższenia bardzo biegowa, można cały czas biec. Podbiegi są delikatne chyba, że od tygodnia lało to robi się trudniej haha. Jest to też dość widokowa trasa, ja miałem sporo niskich chmur ale widać było potencjał, który w przypadku ładnej pogody jeszcze bardziej zwolniłby moje tempo.

Na zachętę zostawiam kilka zdjeć i serdecznie zapraszam w te rejony. Auto najlepiej zostawić przy kamieniołomie, jest tam mały parking, a do wody jest zejście więc można się wykąpać po treningu. Jedna uwaga jak wpijecie trasę w nawigację trzeba sprawdzić czy pokieruje tą trasą – jak na zdjęciu. Niestety może Was pokierować dołem, niby jest droga ale to droga polna, bardzo off roadowa. Jak nie macie terenówki nie polecam. Zaznaczona droga to asfalt pod sam kamieniołom.

więcej informacji i zdjeć o kamieniołomie Głuszyca

lista zawodów

  • Bieg Ultra Granią Tatr
  • Lavaredo Ultra Trail Virtual
  • Lavaredo Ultra Trail
  • Półmaraton Górski Jedlina Zdrój
  • Górski Półmaraton Ślężański
  • Krkonošská 50
  • Dolomiti Extreme Trail
  • CSP Penyagolosa Trails
  • CCC
  • Gran Trail Orobie
  • 3 x Śnieżka
  • Chojnik Maraton
  • Zimowy Janosik
  • Chudy Wawrzyniec
  • Ultramaraton Karkonoski
  • Supermaraton Gór Stołowych
  • Zimowy Półmaraton Gór Stołowych
  • Wielka Prehyba
  • Cortina Ultra Trail
  • Bieg 7 Dolin 64 km
  • Forest Run
  • Zugspitz Ultratrail
  • K+B+L
  • Garmin Ultra Race
  • Półmaraton Mustanga
  • Bieg o koronę Księżnej Dąbrówki
  • Nocny bieg w Parku Grabiszyńskim

JEBEL TOUBKAL wypad na 4 dni

Kilka lat temu Maciej rzucił pomysł „Tej, a może pojedziemy na Toubkal zimą ? ” Odparłem zanim nawet pomyślałem, „Jasne kiedy lecimy ?” Minęło kilka lat, życie się zmieniło, jestem w innym miejscu niż wtedy, starszy, co innego robie mam inne życie. Jednak wypowiedziane wtedy słowa były ciągle ze mną, ze wszystkimi moimi zmianami aż nastał ten dzień, że udało się zrealizować ten pomysł.Tak oto w marcu 2020 roku chwili gdy do Polski trafił korona wirus wyruszyłem w drogę na szczyt Atlasu Wysokiego – górę Toubkal mającą 4167 m n.p.m.Z Wrocławia najpierw musieliśmy dostać się do Berlina na samolot i stamtąd do Marakeszu. Zaczęło się od prawie 2 godzinnej obsuwie – czekaliśmy w samolocie na możliwość wystartowania ale w końcu lądujemy w Marakeszu jakoś po 18 łapiąc się na resztki gorącego słońca. Na lotnisku też spędziliśmy dłużej niż to przeważnie bywa – biurokracja w tym kraju jest dość duża 🙂 Aby wyjść najpierw trzeba było wypełnić formularz, tysiące osób w kolejce i brak długopisów 🙂 Straciliśmy kolejną godzinę 🙂 Potem kontrola, jedna, druga…w końcu udało się wyjść i od tego momentu wszystko szło już gładko. Wynajęliśmy przewodnika, w zasadzie firmę, która miała się nami opiekować od przylot do wylotu. Kierowca czekał na lotnisku i zaraz nas zawiózł do Hotelu tam kolacyjka i rano po śniadaniu znów wita nas ten sam kierowca i zawozi nas do Imilil , czyli punktu skąd startuje się na szlak na Toubkal.Znów kawka i obowiązkowo miętowa herbatka oraz przepak. Zostawiamy zbędne rzeczy i ruszamy z naszym przewodnikiem na szlak. Czeka nas 11.5 km trasy do schroniska po drodze mamy lunch. Pod Toubkal są dwa schroniska jedno koło drugiego.  Refuge du Toubkal oraz Refuge Toubkal Les Mouflons. My spaliśmy w tym drugim – standard dość słaby, woda ciepła ma humory a prąd jest tylko kilka godzin. Rano pobudka o 4 rano i wyjście o 5. Trasa na szczyt i powrót to około 5 godzin tak na luzie. Mimo, że to marzec to śniegu nie było zatem raki i czekan były zbędne.Do samego schroniska polecam iść w lekkich butach i nie zapomnieć o nakryciu głowy oraz najlepiej zasłonić się przed słoncem. Po drodze są chyba 4 kontrole gdzie spiszą wasze paszporty oraz kilka miejsc gdzie można kupić wodę, colę czy sok ze świeżo wyciśniętych cytrusów. Na szczyt zabrałem 1,5 litra wody i idealnie to wystarczyło. Było ok -5 stopni i na podejściu w zasadzie było idealnie. Zimno było na przełęczy pod samym szczytem ok 40 minut drogi na szczyt. Mimo, że właśnie wzeszło słońce to nie grzało tam nic i ręce mi zmarzły bardzo mocno. Szliśmy wolno i robiliśmy przerwy chyba 2-3 razy więc nie było problemów z wysokością, do tego dużo piliśmy. Jeden z kolegów miał delikatne problemy z żołądkiem ale nic strasznego na szczęście. Na szczycie było już cieplej a pogoda pozwalała na cieszenie się byciem tu i teraz. Schodziliśmy tą samą drogą choć wstępnie rozważaliśmy zejście drogą północną z uwagi na „atrakcję” w postaci rozbitego samolotu po drodze. Minusem tej trasy jest jednak to, że jest to szlak mało uczęszczany co przekłada się na schodzenie piargiem o dość stromym nachyleniu. Kto wie co to piargi ten wie, że nie wato 🙂 Na dodatek ta trasa jest dłuższa o godzinę no i omija się schronisko więc nie ma mowy o zostawieniu tam zbędnych rzeczy przed wyjściem na szczyt. Zatem decyzja była prosta – wracamy tą samą drogą 🙂W schronisku odpoczęliśmy moment by po chwili ruszyć dalej w kierunku Imilil po drodze znów lunch.Cała droga ze schroniska na szczyt i powrót do Imilil to 18 km więc całkiem znośnie.W Imilil czekała na nas miętowa herbatka i kierowca, który odwiózł nas do Marakeszu, z którego rano po śniadaniu zawiózł nas na lotnisko.Całość zajęła nam 4 dni idealny break w super miejscu. Byłem tu pierwszy raz ale Maroko mnie zauroczyło. Jeśli wszędzie jest tak jak w Marakeszu to chętnie tu wrócę może nad ocean.

Popularne rodzaje hantli do ćwiczeń – czym się od siebie różnią?

0
Wiele osób decyduje się ćwiczyć w domowym zaciszu. To komfort, który pozwala na regularne treningi nawet mimo wielu przeciwności losu (złej pogody, zmęczenia, korków). Domowa siłownia powinna być odpowiednio wyposażona, oczywiście w zależności od tego, jakie rodzaje ćwiczeń planujemy wprowadzać w życie. Dla jednych najbardziej odpowiednim sprzętem będzie bieżnia, inni wybiorą atlas treningowy. W dzisiejszym artykule skupimy się na hantlach do ćwiczeń. Serdecznie zapraszamy do lektury niniejszego tekstu. 

Podział hantli do ćwiczeń – budowa

Hantle do ćwiczeń dzielimy przede wszystkim ze względu na dwie podstawowe właściwości: budowę oraz materiał, z którego zostały wykonane. Jeśli chodzi o budowę, to rozróżniamy hantle pełne – ich waga jest stała, nie możemy zwiększać ani zmniejszać obciążenia – oraz hantle składające się z gryfa i obciążeń (te możemy dowolnie dostosowywać do naszych możliwości treningowych). Niektóre są ponadto wyposażone w rzepy, które ułatwiają ćwiczenia.

Podział hantli do ćwiczeń – materiały

Drugim najważniejszym sposobem na rozróżnienie hantli jest materiał, z którego zostały one wykonane, lub z jakiego wykonane zostało ich obciążenie. Z tego powodu wyróżniamy hantle żeliwne, chromowane, bitumiczne, winylowe, betonowe i gumowe. Najbardziej popularnym modelem są hantle żeliwne, wykonane z syntetycznego kauczuk. Materiał ten nie ślizga się w dłoniach, jest wytrzymały, a użytkownicy chwalą sobie stosunek wielkości tych hantli do wagi (sumarycznie obciążenie w hantlach żeliwnych może wynosić dziesięć kilogramów plus waga gryfa).

Wybór hantli w zależności od obranego treningu

Inne hantle wybierzemy do treningu siłowego, a inne do ćwiczeń fitness. Do tego drugiego rodzaju aktywności fizycznej nadają się hantle winylowe i gumowe, ponieważ mają one mniejsze obciążenia i łatwo z nich korzystać podczas aerobiku. Natomiast hantle żeliwne i bitumiczne są ciężkie i by prawidłowo z nich korzystać należy poświęcić więcej uwagi technice – podczas unoszenia hantli nad głowę jedną ręką zza karku liczy się precyzja.

Podsumowanie

Wybór hantli zależy od rodzaju ćwiczeń, które chcemy wykonywać. Gdy już wiemy czy zależy nam na treningu cardio czy na treningu siłowym, możemy wybrać odpowiedni sprzęt – zwróćmy uwagę na materiał, obciążenie i budowę.Profesjonalne hantle znajdziesz na https://sklepsportowy.pl/silownia/hantle Artykuł partnera

Włoskie Penne a la Carbonara

0
Jedno z ulubionych dań włoskich. Proste i smaczne jednak często robione inaczej niż to robią sami Włosi. Poniżej wszystkie potrzebne składniki na Penne a la Carbonara. Czego nie ma ? no ? Śmietana, gdzie jest śmietana ??? W lodówce kochani w lodówce i niech tam zostanie. Zatem oto składniki.

Penne a la Carbonara

Penne a la Carbonara składniki
Penne a la Carbonara składniki:
  • ok. 160 g makaronu penne
  • 2 duże żółtka
  • 75 g surowej pancetty lub wędzonego boczku ale tu czytajcie etykiety, mi nie udało się kupić czegoś nie trującego. Każdy boczek w markecie miał azotyn sodu (E250) czyli trutka.
  • żółty ser Pecorino Romano, grana padano lub parmezan,tu uwaga taka, że po starciu ma być go tyle by objętościowo zajmował tyle samo miejsca co żółtka
  • 1 łyżka oliwy
  • Sól, pieprz do smaku
  • Pietruszka
i to wszystko 🙂
Ważne tipsy przy robieniu penne a la carbonara:
  • dajemy jedno duże żółtko na osobę
  • parmezanu dajemy taką ilość, aby objętością zajmował tyle samo miejsca ile zajmują żółtka
  • pozostawiamy trochę wody z ugotowanego makaronu do ewentualnego rozrzedzenia sosu
  • zawsze podajemy świeżą, podgrzewana Carbonara nie będzie smaczna
 Przygotowanie penne a la carbonara:
  • boczek kroimy w drobną kosteczkę lub krótkie paseczki jeśli kupiliśmy w całości
  • oddzielamy żółtka od białek i wrzucamy żółtka do miseczki. Ścieramy do miseczki ser, tak żeby objętościowo zajmował tyle samo miejsca ile żółtka. Dodajemy sól, pieprz, łyżkę oliwy i mieszamy
  • w garnku przygotowujemy wodę na makaron z łyżeczką soli
  • w tym samym czasie przyrządzamy na patelni boczek. Nie ma potrzeby wlewania oleju czy innego tłuszczu bo on wytopi się z boczku więc kładziemy go bezpośrednio na patelnię. Smażymy do złotego koloru. +/- 10 minut
  • gotujemy makaron al dente zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu, odcedzamy i zachowując ok. pół szklanki wody. Gorący makaron wrzucamy z powrotem do gorącego garnka (ale ściągniętego z ognia), dodajemy żółtka z serem, mieszamy aby lekko się ścięły około 30 sekund. Posypujemy boczkiem, pietruszką, możemy podlać trochę wodą z makaronu, jeśli makaron wyda nam się  zbyt suchy.
  • podajemy posypane serem i solą. Warto mieć blisko oliwę by doprawić do smaku
 

Jak spędzić dobrze czas po sesji biegania?

0
Biegi to coś co lubi każdy z nas. Bez względu ile poświęcamy czasu na biegi, każda sesja wymaga od nas wysiłki i determinacji. Ważnym aspektem biegów jest nie tylko sam bieg, lecz także odpowiednie przygotowanie się do niego a także regeneracja organizmu po takiej sesji biegowej. Jak odpowiednio poradzić sobie z regeneracją? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie właśnie w tej publikacji!Bieganie dla każdego, nawet bardzo doświadczonego organizmu jest obciążeniem z którym musimy sobie w późniejszym etapie odpowiednio poradzić. Skutkiem tego, jeśli zakończymy naszą sesję biegową to odpowiednio warto zadbać o to, aby nasz organizm dostał odpowiednie pożywienie i nawodnienie. Dzięki niemu nasze ciało zdecydowanie poczuje się docenione i lepiej zareaguje na kolejne sesje, jeśli takie mamy w planach w ciągu najbliższych dni.Regeneracja to także danie naszemu ciału odpowiedniego wypoczynku. Oczywiście sama forma wypoczynku musi być odpowiednio wyważona, ponieważ nie każdy pomysł w gruncie rzeczy będzie odpowiedni dla naszego organizmu.

Pamiętaj także o psychice

Psychika to kolejny aspekt o który warto zadbać. Mówią o tym często sami sportowcy, którzy nie ukrywają iż psychika w biegach odgrywa także istotną rolę. Skutkiem tego, jeśli pragniemy dać sobie troszeczkę przerwy to jak najbardziej możemy ją zrealizować grając w gry komputerowe. Takie dostępne są pod adresem https://energywin.com/pl/ lub wieloma innymi stronami, które znajdziemy w sieci.Warto zadbać także i o aspekt wolnej głowy, która odczuje komfort po rzeczach, które lubimy robić najbardziej. Będzie to naszym największym plusem, który dobrze przygotuje nas do kolejnych biegów.Artykuł zewnętrzny

Jesienny jagielnik dyniowy w aromacie korzennym

0
Gdy wieczory coraz dłuższe a za oknem zimno wtedy jest wymarzony czas na jagielnik z dynią i przyprawami korzennymi. Idealny do herbaty z imbirem. Zatem zabieramy się do pracy poniżej przepis na jagielnik.

Jagielnik z dynią

Składniki na formę 16 cm:
  • spód
  • 1 szklanka migdałów
  • +/- 10 sztuk suszonych daktyli
  • 2 łyżki tahini jak nie masz daj masło orzechowe
  • 1 łyżka wody z daktyli jak będzie za suche
  • 1 łyżeczka cynamonu,
  • 1 łyżeczka imbiru,
  • pół łyżeczki kardamonu
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • ok pół szklanki amarantusa ekspandowanego
masa jaglana
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • syrop daktylowy do smaku ale nie za dużo by całość nie była za słodka
  • sok z 1 małej cytryny
  • 3/4 szklanki orzechów nerkowca, namoczone godzinę, dwie
  • 4 łyżeczki agar agar
masa dyniowa na wierzch
  • około 1 szklanki puree z dyni hokkaido lub innej
  • 3–4 łyżki syropu daktylowego
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • ok. 2 łyżeczki agaru
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru
  • pół łyżeczki kardamonu
  • pół łyżeczki ziela angielskiego mielonego
Sposób wykonania jagielnika z dynią:Zaczynamy od zrobienie puree a dyni. Najlepiej kupić dynię Hokaido bo najmniej roboty z nią 🙂 Skórka dyni Hokaido jest jadalna więc nie trzeba jej obierać tylko umyć, pokroić na ósemki pozbyć się nasion i wsadzić do piekarnika. termoobieg 180 stopni na tak długo by dynia była miękka. Potem wyciągamy i miksujemy na gładką masę. Czekamy aż ostygnie. My potrzebujemy mniej więcej szklankę jak będzie więcej wsadzamy do woreczka strunowego i po ostudzeniu do zamrażarki na kolejne ciacho 🙂Zanim jednak zmienimy dynię w puree minie trochę czasu dlatego proponuję zacząć od tej czynności a w międzyczasie robić resztę.Drugim etapem jest zalanie wrzątkiem daktyli i nerkowców.Trzeci etap to przepłukanie kaszy jaglanej zimną wodą, zagotowanie 2 szklanek wody i wrzuceniu tam kaszy, zmniejszając gaz. Całość mieszamy od czasu do czasu – u mnie zajęło to ok 30 minut. Trzymamy na piecu aż kasza wchłonie całą wodę i będzie suchą papką.ok teraz możemy zająć się przygotowaniem spodu.Spód – mielimy migdały, dodajemy amarantus i olej a na koniec wylewamy wodę z daktyli i dodajemy daktyle. Chwytamy mikser i mielimy wszystko na gładką masę po czym wylewamy do formy uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy do lodówki.Sprawdzamy czy dynia nam się nie przypala 🙂Teraz czas na masę jaglaną.Jeśli kasza wchłonęła całą wodę i teraz jest suchą gładką masą oznacza to, że jest gotowa przeistoczyć się w serce naszego ciasta. Wylewamy wodę z nerkowców a orzechy przerzucamy do pojemnika, w którym je zmielimy razem z 2-3 łyżkami kaszy. Oczywiście mielimy na gładką masę dodając cytrynę i syrop daktylowy. Sprawdzamy smak. Jak jest ok można ale nie trzeba, ja jednak dodałem 3 łyżeczki agar-agar, który najpierw mieszam z odrobiną zimnej wody i wlewam do masy. Następnie całość na moment na gaz by podgrzać i energicznie mieszać łyżką by się nie przypaliło i by wymieszać składniki.Wyciągamy spód z lodówki i wylewamy na niego masę. Znów schładzamy. Mi wystarczyła niecała godzinka.W tym czasie zajmujemy się dynią na torcie 😉Do naszego puree dyniowego dodajemy syrop daktylowy, olej kokosowy oraz przyprawy. Mieszamy składniki. Agar-agar rozpuszczamy w zimnej wodzie i wlewamy do masy dyniowej. Wsadzamy na gaz i energicznie mieszamy aż się zagrzeje całość.Pozostaje już tylko wylać masę na wierzch sztywnego jagielnika. Całość schładzamy. Ja robiłem to na koniec dnia więc ciacho wylądowało w lodówce na noc a rano po śniadaniu do kawy podałem je z posypką ze skórki pomarańcza i pestkami dyni.Smakuje wyśmienicie a po zjedzeniu zostawia na długo intensywny i miły posmak.Smacznego !

Jagielnik na daktylowym spodzie z polewą borówkową przeplatany nutą orzechową

0
Składniki na formę około 23 cm średnicy:Spód:
  • 1,5 szklanki migdałów
  • 3/4 szklanki suszonych daktyli
  • 3/4 szklanki wiórków kokosowych
  • 1 łyżka oleju kokosowego
Wierzch:
  • szklanka kaszy jaglanej
  • lejący miód do smaku
  • sok z 1 małej cytryny
  • 3/4 szklanki orzechów nerkowca, namoczone godzinę, dwie
  • 4 łyżeczki agar agar
Polewa:
  • 1 szklanka owoców leśnych – dałem borówki 250 g
  • 4 łyzeczki agar agar
 Sposób wykonania:Spód – daktyle moczymy we wrzątku kilka minut. W tym czasie mielimy migdały, dodajemy wiórki kokosowe i olej a na koniec wylewamy wodę z daktyli i dodajemy do reszty. Chwytamy mikser i mielimy wszystko na gładką masę po czym wylewamy do formy uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiamy do lodówki.Góra – przepłukujemy kaszę jaglaną i wsypujemy do garnka a następnie dolewamy 4 szklanki wody i gotujemy aż powstanie gładka masa. Około 30 minut na wolnym ogniu od czasu do czasu mieszając. Woda musi się całkowicie wchłonąć. Na koniec wylewamy wodę z nerkowców i dodajemy do nich 2,3 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej i miksujemy na gładką masę. Wrzucamy to do reszty kaszy i dodając słodzik w postaci miodu mieszamy dolewając po trochu soku z cytryny. Mieszamy i testujemy czy smak nam odpowiada. Jak jest ok miksujemy na gładką masę.Rozpuszczamy agar agar w małej ilości wody i dodajemy do masy. Wstawiamy na chwilę na gaz, mieszając oczywiście. Wyciągamy spód z lodówki (najlepiej zostawić go na całą noc – ja nie wytrzymałem tym razem i widać, że nie zastygł całkowicie) i wlewamy masę jaglaną na wierzch. Czekamy kilka minut aż masa zastygnie i miksujemy owoce.Znów kilka łyżek agaru – u mnie 4. Rozcieńczamy zimną woda dodajemy do soku z owoców, podgrzewamy, mieszamy i zalewamy na wierzch naszego sernika. Czekamy aż zastygnie i gotowe 🙂 

Czeska Szwajcarska – Mariina skála, Pravčická Brama i via ferraty w Decinie

0
Pomysł na weekend. Odwiedzić Czechy i pochodzić po Czeskiej Szwajcarii. Z Wrocławia to niecałe 3 godziny drogi, jedziemy autostradą przez Niemcy i po 2 godzinach i 40 minutach meldujemy się na miejscu. Ja wybrałem miejscowość Jetřichovice a dokładniej kamping Autokemp Jetřichovice. Miejsce bardzo fajne, na pewno mogę je polecić – dużo miejsca, ładnie położony obiekt, można płacić kartami co w Czechach nie jest normą 😉 Uwaga kabiny prysznicowe sztuk dwie są na dworze ale za to nie ma limitu na ciepłą wodę i nie trzeba za to płacić ekstra 🙂 Strona Autokemp

Skąd nazwa Czeska Szwajcaria ?

Zdjęcia, które ludzie oglądają z tego rejonu często komentowane są „jak malowane” No właśnie jak malowane. To właśnie jest klucz do nazwy. Otóż pierwszy raz rejon Gór Połabskich taką nazwę otrzymał w II połowie XIX w. od dwóch szwajcarów, którzy malowali te rejony i bardzo, im przypominały ich kraj. Stąd nazwa Czeska Szwajcaria. Czy to słuszne ? Górki są małe ale urocze. Na szczęście nie tak drogie jak Szwajcaria.

Pravčická Brama

Bramę najlepiej odwiedzić nie w weekend ale w dzień powszedni. My byliśmy tam w piątek dzięki czemu uniknęliśmy weekendowych tłumów. Jako punkt startowy wybraliśmy parking w miejscowości Mezni Louka. Można startować też z miejscowości Hřensko. Parking koszt 100 koron na cały dzień. Jest też tu pole namiotowe jednak nie wygląda za ciekawie. Dystans jaki trzeba pokonać do Pravickiej Bramy to 6 km i aby nie wracać ta samą drogą proponuję iść dalej. Po 9 km dochodzimy do asfaltu i tu można poczekać na autobus lub iść dalej lasem. Łączna pętelka jaka nam wtedy wyjdzie to niecałe 15 km spacerku tu link do trasy Brama Pravčicka to symbol Parku Narodowego Czeskiej Szwajcarii, który powstał w 2000 roku. Pod bramą jest budynek „Sokole Gniazdo” czyli pałacyk postawiony w 1881 r przez Edmunda Clary-Aldringena, który dziś pełni rolę restauracji. Aby wejść na jej teren i oczywiście pod samą bramę i kilka pięknych punktów widokowych należy zapłacić – można kartą. Opłaty zawdzięczamy właśnie Panu Edmundowi, który jako pierwszy je wprowadził – dzięki Ed ! Koszt 75 koron i co ciekawe jest to cena mniejsza niż gdy zaczęto je pobierać bo wtedy było to ok 120 koron. Co po zapłaceniu i czy warto ? Mamy darmowe WC 🙂 Możemy wydać pieniądze w restauracji, sklepiku z suwenirami a także w bufecie pod sklepieniem Bramy Pravčickiej – dwa piwka z kija 100 koron.No i można wejść na kilka punktów widokowych, niestety na samą bramę nie 🙁 Sama trasa jest piękna i zdecydowanie warto ją przejść.Strona rejonu

Mariina vyhlídka

O ile znakiem Parku Narodowego jest Brama Pravčicka to Skała Marii czyli Mariina vyhlídka to chyba jasłynniejszy punkt widokowy w Czechach. Jego zdjęcia widziałem nawet w sklepiku z suvenirami na „Bramie” – wisiał tam wielki plakat oszałamiający przedstawianym widokiem. Gdzieś na czubku wysokiej stromej skały wybudowano mały zadaszony taras widokowy, z daleka wygląda to jak mały domek letniskowy na czubku noża. Któż miał taką fantazję by to zbudować ? Rzecz jasna dla kobiety 🙂 Otóż dość fantazji i kasy miał mąż Anny Marii Kinskiej. Punkt ten jest oddalony ok 30 minut drogi od parkingu w Jetrychowicach. Dalej po około kolejnych 20 minutach dochodzimy do punktu widokowego Vilemínina vyhlídka czyli Ściany Wilhelminy skąd można podziwiać okolicę i tarasik, który z tego miejsca jest niewiele większy od główki szpilki. Z tego miejsca jest jeszcze lepszy widok no i jest więcej miejsca niż na tarasie.Po kolejnych kilku minutach dochodzimy do kolejnej karkołomnej budowli na szczycie. Ten domek jest ciut większy i jest też więcej miejsca, wejdzie kilka osób więcej a nazywa się to miejsce Rudolfův kámen czyli kamień Rudolfa. Wcześniej górka ta nazywała się Ostroh. I ta nazwa Ostroch powinna bardziej przemawiać do wyobraźni bo wejście na szczyt jest uzbrojone drabinkami, łańcuchami i mostkami. Wejście na szczyt udostępniono zwiedzającym w 1824 roku a później zbudowano altankę.Po zejściu idziemy dalej szlakiem na zachód, droga nie jest już tak wymagająca ale nadal piękna. Po ok 2 km można zejść do Jetrychowic lub iść dalej. My poszliśmy dalej aż do drogi asfalltowej. Dalej w dół do miejscowości Vysoká Lípa gdzie są dwie restauracje oraz Zastavka czyli przystanek autobusowy, którym wracamy do Jetrychowic. Tu link do trasy  Jak będziecie mieli jeszcze czas warto z parkingu podejść ok 600 m na pobliską górkę i zobaczyć Zamek Falkenštejn z XII w. Wykuty w skale. Ciekawe miejsce a jego zdobycie zajmie zaledwie kilkadziesiąt minut. Z parkingu idziemy w prawo i za dawnym kampingiem (ruiny drewnianych domków wypoczynkowych) skręcamy w lewo ostro pod górę – spoko są schody.Oficjalna strona o tym rejonie

Via Ferraty Decin , kanion rzeki Łaby oraz Divoká soutěska

Na ostatni dzień pobytu zaplanowałem 3 atrakcje. Pierwsza z nich to wspinanie na via ferratach w Decinie. Poza samym wspinaniem ferraty w Decinie mają ogromną zaletę. Są w mieście i nie ma zejścia po piargach ! Po wejściu na górę średnio po ok 20-30 minutach schodzi się ścieżką parkową około 15 minut i można wspinać się dalej ! Drogi mają delikatnie zaniżone wyceny względem tych znanych z Alp. Można wypożyczyć sprzęt w kilku miejscach – pod drogami jest kawiarnia i tam można wypożyczyć jednak trzeba mieć na kaucję. Jest też parking około 5 minut spacerem, na którym zapewne zostawicie auto i tam gdzieś też ponoć jest a właściwie są dwa miejsca i tam bez kaucji można wypożyczyć set na via ferraty. Po przygodach na skale czas wracać do domu po drodze warto zatrzymać się w Vyhlídka Belvedér, gdzie można podziwiać kanion rzeki Łaby. Warto iść kawałek dalej od Hotelu po około 200 m jest jeszcze ładniejszy widok. Ostatnim punktem jest Divoká soutěska tzw. Czeska Niagara 🙂 choć to mocno naciągane i szlak doń prowadzący Edmundova soutěska. Sam szlak jest przepiękny a dodatkową atrakcją jest możliwość przepłynięcia łódką – cała impreza to koszt ok 80 koron. Nam się jednak tym razem nie udało tam wejść – zrezygnowaliśmy z uwagi na tłumy turystów.Więcej informacji o tym miejscu na tej stronie